sobota, 10 listopada 2012

Rozdział dwudziesty szósty

Zaraz po otwarciu oczu poczułam przyjemny zapach świeżo zmielonej kawy dobiegający z kuchni. Odgarnęłam opadające na moją twarz włosy i poszłam sprawdzić kto jest takim rannym ptaszkiem. Niezauważona przez Harry'ego przeszłam przez salon i usiałam na wysokim, obracanym krześle.
- Cześć- powiedziałam cicho, ale i tak wystraszyłam moją towarzyszkę.
- Oo... ale mnie przestraszyłaś. Cześć- odpowiedziała dziewczyna.
- Obudziłam cię? Przepraszam nie chciałam...
- Nie, spokojnie. Wyspałam się- powiedziałam nalewając sobie do szklanki soku pomarańczowego.
- Aż dwie godziny! Bez szaleństw- obie się zaśmiałyśmy.
- Po co marnować taką ładną pogodę- spojrzałam w stronę okna i moja mina od razu zrzedła.
- Ojejku. Tylko nie deszcz- położyłam łokieć na blacie wyspy kuchennej i oparłam się o rękę.
- No niestety- dziewczyna przysiadła się do mnie i też posmutniała.
- Kawy?- zapytała podnosząc do góry dzbanek z czarną zawartością.
- Nie dzięki. Pocieszę się sokiem- posłałam jej oczko i szeroki uśmiech.
- A tak właściwie to gdzie są wszyscy?- zaczęłam rozglądać się wokół siebie.
- Harry śpi w salonie, ale przecież go widziałaś. Pilnował cię całą noc- zrobiła słodką minę a na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
- Niall dalej odsypia na górze. Car i Lucas na spacerze a reszta bandy na zakupach- dokończyła upijając łyk kawy z filiżanki.
- W taką pogodę na spacer. Coś czuję, że nie wrócą za wcześnie...- pokręciła głową z dezaprobatą.
- Ważne, że wrócą szczęśliwi- uśmiechnęłam się, a Eleonor przyznała mi rację.
- Jesteś głodna?- zapytała patrząc jak delektuje się smakiem jabłka, w które właśnie wbijałam swoje ząbki.
- Właściwie to nie za bardzo. Zrobimy coś kiedy chłopaki przyjadą. Teraz muszę jedynie wziąć gorący prysznic. Jestem to winna mojemu ciału- zeskoczyłam z krzesła i pobiegłam do torby po moją kosmetyczkę i czyste ubrania. Ze zwinnością kota wbiegłam po schodach na górę i upewniając się jeszcze czy z Niallem wszystko w porządku zamknęłam się w łazience. Zdjęłam ubrania i rzuciłam je w kąt. Nucąc i podśpiewując piosenki weszłam pod prysznic. Rozpuściłam włosy i odkręciłam kurek z gorącą wodą. Na chwilę musiałam się odsunąć, żeby gorąca woda nie poparzyła mojego ciała. Po chwili jednak przyzwyczaiłam się do jej temperatury i mogłam oddać się jej kojącym strumieniom. Gładziłam moje ciało brzoskwiniowym żelem pod prysznic, którego zapach był nieziemski. Biała piana, która utworzyła się na moim ciele delikatnie mnie łaskotała. Nałożyłam na włosy mój jabłkowy szampon i umyłam je. Moje przymknięte powieki za żadną cenę nie chciały się otworzyć. Tego właśnie było mi potrzeba. Zastrzyku pozytywnej energii, która przychodziła do mnie zawsze po kąpieli. Jakby te strumienie wody miały zmyć wszystkie złe myśli lub nieprzyjemne wspomnienia. Bo każdy ma takowe. Są takie chwile, o których zawsze będziemy mówić. Są takie chwile, które utrwala się na zdjęciach by ktoś potem ze łzami wzruszenia w oczach mógł je pooglądać i powspominać ''stare czasy''. Ja sama również kocham oglądać zdjęcia i stare pamiątki. Dotykać tych starych pożółkniętych zdjęć wyjętych z szafki babci, która opowiada historię swojej młodości- coś wspaniałego. Gładzić zagiętą stronę pamiętnika, w którym opisana jest niezwykła historia miłosna. Podziwianie staranności w zapisywaniu tych wszystkich przeżyć i informacji. Rozmazane od spadających na kartki łez słowa...
Czym są te wszystkie pamiątki w tych czasach? W czasach, w których zdjęcia robione są telefonem a potem z powodu braku wolnego miejsca na karcie usuwane i zamienianie na inne, które tak samo jak ich poprzednicy nie zagrzeją w nim za długo miejsca. W czasach, w których wszystkie pamiątki są wyrzucane z powodu braku miejsca w mieszkaniu. A może brak nam miejsca w sercach? Może nie potrafimy poradzić sobie z tak gwałtownym przemijaniem czasu? Wszystko co piękne kiedyś się kończy...


- Liam -

Wyjdź już Louis. Musimy zapłacić- powiedziałem do przyjaciela, który siedział rozłożony wygodnie w sklepowym wózku. Woziłem go tak po całym sklepie robiąc zakupy. A mówią, że z wiekiem nabiera się dojrzałości... Louis chyba wręcz przeciwnie. Z roku na rok stawał się jeszcze większym dzieckiem, którego żarty bawiły nas i doprowadzały do łez.
- Jak kupimy jeszcze z kilogram marchewek to możemy podyskutować- odpowiedział pasiasty na co wszyscy się zaśmialiśmy.
- Dobra leć po te marchewki a my zapłacimy- posłałem porozumiewawczy uśmiech kasjerce, która najwidoczniej miała z nas niezły ubaw. Chłopak wyskoczył z koszyka i pobiegł w stronę działu z warzywami, a my z przyjaciółmi wyjęliśmy wszystkie zakupy z koszyka na czarną taśmę, która przesuwała się niemiłosiernie długo.
- Na pewno mamy wszystko?- zapytała uśmiechnięta Perrie całując Zayna w policzek.
- Chyba tak- odpowiedział jej mulat w chwili kiedy do kasy podbiegł Louis ze swoimi marchewkami.
- Teraz mamy wszystko- sprostował słowa mulata i szeroko uśmiechnął się do pani siedzącej za kasą.
Po zapłaceniu i wpakowaniu wszystkich produktów do bagażnika pojechaliśmy jeszcze do apteki po jakieś proszki na ból głowy dla Danielle. Po tej ilości alkoholu, którą wczoraj wypiła nie dziwię się, że źle się czuje. Dopiero dzisiaj dowiedziałem się od Zayna co wczoraj wypaliła przy ognisku. Jak mogła powiedzieć coś takiego do Hannah i Harrego? Mimo, że to moja dziewczyna i bardzo ją kocham to całkiem nie rozumiałem jej zachowania.
- My zaniesiemy resztę zakupów do domku a wy chyba musicie pogadać- powiedziała Perrie biorąc z bagażnika ostatnią już torbę na zakupy, w której znajdowały się świeże owoce. Wszyscy odczuli napiętą atmosferę towarzyszącą nam podczas drogi powrotnej ze sklepu.
- Zostaliśmy sami- powiedziała dziewczyna, która ostatnio stawała się dla mnie coraz bardziej obca.
- Dan, dlaczego taka jesteś?- odsunąłem się od niej. Nie miałem ochoty na czułości.
- Możesz nie podnosić głosu?! Mówiłam, że głowa mnie boli- chwyciła się za czoło.
- Ostatnio nie jesteś sobą- usiadłem na schodach prowadzących do domu i patrzyłem na dziewczynę.
- O czym ty mówisz?- w jej głosie można było usłyszeć wyrzut.
- Uśmiechnięta, wrażliwa, zabawna. To jest moja dziewczyna. W takiej Danielle się zakochałem- mój głos się załamał.
- Ciągle nią jestem. Może po prostu to ty się zmieniłeś? Może ktoś cię zmienił?- zaśmiała się, ale to nie był ten śmiech, który tak bardzo kochałem.
- Teraz to chyba ja nie rozumiem- wstałem i chwyciłem ją za rękę.
- Zostaw mnie- wyrwała dłoń z mojego uścisku.
- Przecież widzę ile czasu spędzacie razem. Widzę jak na nią patrzysz- po jej policzku spłynęła łza. Przytuliłem ją.
- Kocham cię, jasne?- wyszeptałem do jej ucha, ale ona nie dała za długo pocieszyć mi się swoją obecnością.
- Uważam, że najlepiej będzie jak pojadę do domu. Obydwoje przemyślimy sobie swoje zachowanie, a po twoim powrocie porozmawiamy- jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Jesteś pewna?- zapytałem a ona tylko kiwnęła potwierdzająco głową i skierowała się po swoje rzeczy.


Wsiadła do taksówki i  odjechała. Po prostu zostawiła mnie samego i odjechała. Rozczarowany kierunkiem w jaki powędrowała nasza rozmowa wszedłem do domu. Wchodząc do kuchni poczułem, że moje buty lepią się do podłogi.
- Co wyście znowu narobili?- zapytałem dusząc śmiech. Nie wyczekując odpowiedzi zaoferowałem, że pójdę do góry po ręcznik. Nie miałem zamiaru sprzątać za tymi brudasami, ale nie zaszkodzi mi przynieść im potrzebne do tego rzeczy. Przynajmniej będę miał chwilę na zastanowienia. W końcu muszę wytłumaczyć im jakoś dlaczego Dan wyjechała. Chwila i już byłem pod łazienką, z której dobiegał miły dla uszu dziewczęcy śpiew. Nie chcąc przeszkadzać dziewczynie usiadłem na podłodze i oparłem się o ścianę. Analizowałem dokładnie każde słowo wypowiedziane przez moją dziewczynę. Jej zachowanie jest spowodowane zazdrością? Nie, nie wierzę. Czy ja dałem jej kiedyś powód do tej cholernej zazdrości przez którą rani nie tylko nas oboje, ale naszych przyjaciół również?! Co inni mają do tego? Czym zawinili?
- Hej, wszystko w porządku?- nawet nie zauważyłem kiedy Hania wyszła z łazienki. Usiadła przede mną i przyglądała mi się z uwagą. Jej ciemnoniebieskie oczy i delikatny, pocieszający uśmiech były czymś w rodzaju ukojenia dla mojego serca.
- Dan wyjechała. Pokłóciliśmy się- pokiwałem głową z dezaprobatą.
- Rozumiem, że nie wiesz właściwie o co- dłoń dziewczyny dotknęła mojego policzka. Jej skóra pachniała brzoskwiniami.
- Wiesz, kobiety są bardzo skomplikowane- to jedno zdanie, które wyszło z jej ust spowodowało, że na moją twarz wparował szeroki uśmiech.
- Zdążyłem zauważyć- potwierdziłem z uśmiechem.
- Najgorsze jest to, że wydaje mi się, że ona wcale nie chciała tu przyjeżdżać. To chyba nie jej klimaty- posmutniałem.
- Ejjj nie smuć mi się tu. Jestem pewna, że jej przejdzie. Przynajmniej będziecie mieli chwile na zastanowienie się nad całą tą sytuacją i zdążycie jeszcze za sobą zatęsknić. Kochasz ją, a ona kocha Ciebie... Nie ma nic bardziej niesprawiedliwego niż nieodwzajemniona tęsknota. To nawet gorsze niż nieodwzajemniona miłość- spojrzała w jakiś punkt za oknem co sprawiło, że jej słowa dały mi jeszcze więcej do myślenia.

- Czasem, kiedy na Ciebie patrzę myślę sobie gdzie ty to wszystko mieścisz- lekko postukałem dziewczynę w głowę, a ona pięknie się do mnie uśmiechnęła.
- Chodź tu- rozwarła ramiona a ja wtuliłem się w nią mocno. Zapach jej wilgotnych włosów i gorącego ciała sprawiał, że smutki odchodziły gdzieś daleko.


 - Hanka -

Większość dnia zleciało nam na szykowaniu jedzenia, które w największych ilościach pochłaniał Niall. Oczywiście zgodnie z  zaleceniami lekarza pilnowaliśmy co blondyn je choć jak wszyscy dobrze wiedzieliśmy nie było to łatwym zadaniem. Deszcz padał ze zdwojoną siłą. Nie było mowy o pieszych wycieczkach, spacerach lub ognisku na świeżym powietrzu. Postawiliśmy więc na filmy. Całe szczęście chłopcy pomyśleli i o nich.
- Co oglądamy?- zapytała uśmiechnięta od ucha do ucha Caroline.
- To może wy coś wybierzcie a my pójdziemy zrobić popcorn- powiedziała El wskazując palcem na kuchnie.
- Ooo... widzę że jakieś babskie sprawy- krzyknął Lou podnosząc ręce do góry na znak niewinności.
- Dlaczego?- zapytałyśmy wspólnie z  brunetką.
- Idziecie robić popcorn w piątkę?- zapytał podejrzliwie Harry.
- To będzie najlepszy popcorn jaki kiedykolwiek jadłeś- przeszłam obok chłopaka, a w jego oczach zauważyłam błysk. Taki sam jak wczoraj. Pociągnął mnie za rękę i przytulił.
- Ejj Harry, zostaw ją! Ja chcę już ten popcorn. A wiadomo, że moja Hannah robi najlepsze żarcie- zawołał uśmiechnięty Niall posyłając mi oczko, na co wszyscy się zaśmiali.
- No właśnie. Obowiązki wzywają- szepnęłam mu do ucha i wyrwałam się z jego objęć. Po chwili dołączyłam do reszty dziewczyn zgromadzonych w kuchni. Tak jak obiecałyśmy zaczęłyśmy robić popcorn. Kiedy zaczął już ''strzelać'' my zajęłyśmy się rozmową.
- I jak tam spacer?- zapytała podekscytowana Kate. Caroline siedziała na krześle wesoło merdając nogami.
- Dobrze- odpowiedziała blondynka.
- Tylko dobrze?- zapytałyśmy chórem.
- Wspaniale. Pocałował mnie i zaprosił na randkę w piątek- zaczęła radośnie skakać. Już dawno nie widziałam w niej tyle radości, energii i chęci do życia.
- Dopiero w piątek?- zapytała zaskoczona Perrie sięgając do półki po miski.
- Taa... W poniedziałek wyjeżdża i wraca dopiero w czwartek.
- Ważne, że Cię zaprosił- wszystkie przyznałyśmy Kate rację i po wsypaniu do misek popcornu skierowaliśmy się do salonu, w którym siedzieli chłopcy. Zayn wkładał właśnie do odtwarzacza płytę.
- Jaki film wybraliście?- zapytała niska blondynka przytulając się od tyłu do swojego chłopaka.
- Zobaczysz- chłopak podniósł ją i zaniósł na kanapę. Moją uwagę przykuła zawiedziona twarz Kate. Swoje uczucia kryła gdzieś głęboko w serduchu, ale widać było, że cierpi widząc chłopaka, którego od zawsze kochała w objęciach innej. Żeby poprawić humor dziewczynie usiadłam obok niej po drodze podając jedną z misek żarłokowi, za co dostałam buziaka w policzek. Po chwili film się zaczął. Nasze dzikusy spisały się naprawdę dobrze. Wybrali film, który spodobał się zarówno damskiej jak i męskiej części publiczności. Mimo, że fabuła bardzo mi się podobała to myślami byłam w zupełnie innym miejscu. Martwiło mnie zachowanie Liama, który udawał przed chłopakami, że wszystko jest w porządku, że Danielle wyjechała pilnie z powodu jakiejś ważnej próby tanecznej czy sesji. Martwiło mnie, że oni nie zauważyli w jakim on jest stanie... A tak na marginesie to ciekawe o co się pokłócili... Li chyba faktycznie miał rację mówiąc, że Dan wcale nie chciała tu przyjeżdżać- z moich rozmyślań wyrwał mnie głośny śmiech łaskotanej przez chłopaków Eleonor. Po chwili cała ta sytuacja przerodziła się w wielką bitwę na poduszki, w której byłam zmuszona wziąć udział.



~*~


Błądziłam palcem po szybie, po której powolutku spływały pojedyncze krople deszczu. Po chwili jednak przeniosłam wzrok na chłopaka w burzy loków, który przeglądał płyty gramofonowe przyglądając się każdej z zachwytem. Po chwili w pokoju rozległa się muzyka. Hazz chwycił do ręki stojącą na wyspie kuchennej butelkę z sokiem i zaczął śpiewać słowa piosenki. Spojrzałam na niego z uśmiechem na co on odpowiedział mi tym samym dalej nie przestając śpiewać. Podszedł do mnie i odkładając butelkę zapytał swoim seksownym, ochrypniętym głosem.
- Czy mogę panią prosić?
- Naturalnie- ześlizgnęłam się z parapetu, podając mu swoją dłoń.
- Zaprowadził mnie na środek pokoju i obrócił. Swoje ręce położył na mojej talii a ja moimi objęłam jego szyję. Swoje czoło oparłam o jego, a on dotknął mój nos swoim nosem co spowodowało u nas jeszcze większe uśmiechy.
- Jesteś wariatem- delikatnie musnęłam jego usta swoimi.
- Najszczęśliwszym wariatem na ziemi- posadził mnie na blacie kuchennym. Złożył na moich ustach gorący pocałunek przez który na moich rękach pojawiła się gęsia skórka. Odchyliłam się do tyłu co nie stwarzało dla niego problemu. Nachylił się nade mną tak, że plecami dotykałam chłodnego blatu. Przygryzłam jego wargę, a on złożył delikatny pocałunek na mojej szyi, a później ramieniu, z którego zsunął moją bluzkę. Chwyciłam jego kraciastą koszulę i przyciągnęłam do siebie. Oplotłam go nogami a on podtrzymując mnie w powietrzu składał na moich ustach spragnione pocałunki... Chwilę później usłyszałam odgłos czyiś stóp schodzących po drewnianych schodach...




Witam skarbusie!!! Ależ ja mam dzisiaj dobry humorek! Pierwszy raz od dawna na mojej twarzy cały dzień króluje szeroki uśmieszek ;) Rumieńce niemal na całej twarzy i błyszczące oczy... Nie, nie zakochałam się dla ciekawskich. Po prostu się wyspałam i miło spędziłam cały dzień. A jak tam u was? Wy też macie dość tej okropnej szkoły?? Grrr na samą myśl jest mi niedobrze. Tym bardziej, że w poniedziałek olimpiada z języka polskiego, a od wtorku do czwartku próbne egzaminy gimnazjalne... Jutro pewnie czeka mnie bezsenna noc :( Proszę, trzymajcie za mnie kciuki!!! A jak wam się podoba rozdział? Jak myślicie kto przeszkodzi naszym gołąbeczkom? Co do następnych rozdziałów to mam już pewne plany... Nie będę zdradzać... Cieszcie się sielanką póki czas :) Pisałam ten rozdział z myślą o mojej Madzi, czyli ChoCoLaTe!
Kochana pozwoliłam sobie napisać w tym rozdziale ten piękny cytat, który ty mi pokazałaś :) Dziękuję Ci za te wspaniałe komentarze i wszystkie miłe słowa wsparcia. Każde napawa mnie ogromnym optymizmem!
Kocham Was wszystkich i liczę na szczere opinie od moich wspaniałych czytelniczek :P A tak na marginesie to oglądałyście wywiad Louisa i Zayna dla RMF MAXX? :))




piątek, 2 listopada 2012

Rozdział dwudziesty piąty


- Hannah -

- Halo. Proszę pani. Proszę się obudzić- spojrzałam zmęczonymi oczyma na pielęgniarkę pochylającą się nade mną.
- Co z Niallem?- zapytałam odzyskując świadomość.
- Z pani przyjacielem wszystko w porządku. Lekarz zbadał go dokładnie, podaliśmy mu odpowiednie leki, a teraz chłopak zasnął. Jej słowa były niczym lek na przeziębienie. ''Z pani przyjacielem wszystko w porządku''. To właśnie chciałam usłyszeć. Nic nie było w tej chwili ważniejszego.
- A już wiadomo co mu było?- uśmiechnęłam się delikatnie do kobiety, która teraz wydawała mi się o wiele milsza.
- Tak- zaśmiała się z nieznanego mi powodu.
- Pan Horan nie zjadł tylko pianek. Wiem od mojej córki, która jest fanką One Direction, że blondyn jest niezłym żarłokiem, więc wyciągnęłam z niego wszystkie informacje dotyczące posiłków, które spożywał przez ostatnie kilka dni.
- Ojj to pewnie dużo się pani nasłuchała- powiedziałam na co kobieta w białym stroju zaśmiała się i przytaknęła głową.
- Racja. Dowiedziałam się, że Niall zjadł przed waszym wyjazdem kanapkę. Widocznie nie była zrobiona  ze zbyt świeżych produktów i stąd te nieprzyjemne bóle brzucha i nudności.
- Tak. Chłopcy chyba nie za często robią zakupy. Najczęściej posiłki jadamy u mnie- pokiwałam głową z niedowierzaniem.
- Proszę się nie martwić. Przeżyje- powiedziała na co tym razem ja się zaśmiałam.
- A mogę go zobaczyć?
- Oczywiście. Za chwilę lekarz poda mu jeszcze jedną porcję leków i możecie wracać do domu. Teraz chłopak śpi, ale w każdej chwili może pani do niego wejść- odpowiedziała z uśmiechem na twarzy i odeszła spokojnym krokiem w stronę recepcji.
Wstałam i oparłam się o framugę drzwi prowadzącą do sali, w której na łóżku leżał blond włosy chłopak.
Podeszłam do niego cicho i usiadłam na drewnianym taborecie obok jego łóżka. Przyglądałam mu się dokładnie. Mimo, że był pogrążony w głębokim śnie na jego ustach można było dostrzec delikatny uśmiech.
Przykryłam przyjaciela kocem, który wcześniej leżał  zwinięty w jego nogach.
- Hannah- powiedział półszeptem kiedy znów usadowiłam się na moim twardym siedzisku.
- Jestem tu- podałam mu dłoń, którą chłopak mocno chwycił.
- Zimne masz dłonie- powiedział już swoim normalnym głosem i uśmiechnął się. Ja odpowiedziałam mu tym samym.
- Jak się czujesz? Nieźle mnie dzisiaj wystraszyłeś- spojrzałam na niego z powagą.
- Wiem. Przepraszam. Czuję się dobrze. Tylko głodny jestem- powiedział z czego obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
- Nie myślisz o niczym innym tylko o jedzeniu głuptasie?- pocałowałam go w czoło a chłopak posunął się, żebym położyła się obok.
- Właź- poklepał miejsce obok siebie. Położyłam się obok i otuliłam nas mięciutkim kocem. Położyłam głowę na ramieniu blondyna i idąc w jego ślady także zamknęłam oczy.


- Harry -

Wczoraj zachowałem się jak dupek. Sam nie wiem czemu taki jestem, ale kiedy zobaczyłem Hannah z Liamem to poczułem bardzo nieprzyjemne uczucie w sercu. Poczułem, że muszę coś zrobić bo lada chwila mogę ją stracić, a z tym bym sobie nie poradził. Nie radzę sobie z zazdrością. Mam dość facetów, którzy odwracają się za nią i wręcz pożerają ją wzrokiem. Czy ona naprawdę tego nie widzi? Czy ona naprawdę ma tak małe mniemanie o sobie. Jest śliczna, mądra, wrażliwa. Idealna... Gdyby tylko chciała mogłaby mieć każdego. Ale brak jej pewności siebie. Ktoś kiedyś jej ją pozbawił. Pozostaje tylko pytanie co ta niebieskooka dziewczyna jeszcze ukrywa...
Odwróciłem się na bok żeby móc zobaczyć ją śpiącą obok mnie lecz zobaczyłem tylko puste miejsce. Mówiąc szczerze cholernie się przestraszyłem. Nie było też mojej bluzy a zamek, którym można było rozsunąć  wejście był do połowy rozsunięty. Wyszedłem na zewnątrz lecz tam jej nie było. Poszedłem po swój telefon żeby do niej zadzwonić i zobaczyłem wiadomość, którą natychmiast odczytałem.


~*~


- Niall Horan- Liam próbował dowiedzieć się od recepcjonistki co z naszymi przyjaciółmi.
- Tak przyjęliśmy go- powiedziała młoda dziewczyna, która miała miły i wypoczęty wyraz twarzy, gotowy do zmierzenia się z nocną zmianą.
- I co z nim?- zapytaliśmy chórem czterech głosów. Dziewczyn z nami nie było. Postanowiliśmy, że nie będziemy ich budzić. Lucas został z nimi i zaoferował, że ich przypilnuje.
- Z chłopakiem wszystko dobrze. To było drobne zatrucie. Dostał już odpowiednie leki. Ma szczęście, że ta młoda dama tak szybko go tu przywiozła- tym razem głos zabrała starsza pielęgniarka.
- Zaprowadzę was. Chodźcie za mną- wskazała ręką kierunek a my podążaliśmy za nią rozglądając się po korytarzach, na których nie było ani jednej osoby.
- To tutaj- pokazała nam salę. Podszedłem do szyby i uśmiechnąłem się delikatnie do reszty przyjaciół. Wszyscy odetchnęli z ulgą, że z Niallem i Hannnah wszystko w porządku. Leżeli na łóżku przykryci prawie pod nosy i wtuleni w siebie. Nie przeszkadzało mi to. Ważne, że oboje byli cali. Zaczęliśmy z chłopakami cicho rozmawiać z blondynem, który obudził się i widocznie czuł się już całkiem dobrze. Ustaliliśmy z nim, że pojedzie z chłopakami, a ja wezmę Han i zawiozę już do domku. Ostrożnie wziąłem dziewczynę na ręce. Nawet nie drgnęła.
- Daddy ja już ją zabiorę- zwróciłem się do przyjaciela, który właśnie wracał z rozmowy z lekarzem. 
- Nie jest w zbyt dobrym stanie. Musi się wyspać- mówiłem szeptem, żeby nie obudzić śpiącej w moich ramionach dziewczyny. Była zmarznięta. Jej twarz była zmęczona a pod jej oczami pojawiły się fioletowe cienie.
- Jasne- chłopak uśmiechnął się i zdjął swoją bluzę na rozpinanie, którą starannie ją okrył.
- Jedźcie ostrożnie. Ja powiem chłopakom- dodał a ja przytaknąłem głową i spokojnym krokiem wyszedłem ze szpitala. Wyjąłem z jej kieszeni kluczyki do samochodu i otwarłem drzwi. Posadziłem ja na fotelu pasażera.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce zaniosłem ją do drewnianego domku, w którym robiliśmy sobie posiłki i kąpaliśmy się. Co prawda, domek był dość duży i wszyscy spokojnie moglibyśmy się w nim zmieścić i nocować, ale my wybraliśmy namioty. Chcieliśmy zakosztować dawnego życia. Teraz cały czas podczas koncertów i wywiadów nocujemy w najlepszych hotelach co powoli staje się już nużące. Położyłem ją na kanapie i okryłem kocem. Rozpaliłem ogień w kominku. Potem przyjechała reszta załogi. Niall poszedł położyć się na piętro a reszta 1D wróciła do swoich namiotów, w których czekały na nich ich stęsknione kobiety...




Witajcie moje słoneczka! Jak tam wam mija wolny dzień? Mi całkiem dobrze. Pierwszy raz od dawna się wyspałam :p Wiem, że rozdział strasznie krótki i ogólnie nie za ciekawy, ale nie mam za bardzo weny.  Chodzi o to, że teraz mam bardzo dużo nauki. Egzaminy próbne i olimpiady w listopadzie. Potem próbne w grudniu. Cały czas stres. Postawione mi wymagania przerastają moją osobę.
Allllleee... Dzięki wam i dla was stawiam czoło wszystkim przeciwnością :P
To by było chyba na tyle. Jak widzicie nie zasypało mnie i jeszcze żyję :) Nie martwcie się tak... Ubolewam tylko nad tym, że nie zdążyłam zrobić bałwana. Mam nadzieję, że jeszcze będzie taka okazja. Następny i już dłuższy za niedługo. A teraz podążam do kuchni wyjąc ciasteczka z piekarnika. Mam nadzieję, że będzie jeszcze co ratować :)
Kocham, Hanka 
 






czwartek, 18 października 2012

Rozdział dwudziesty czwarty


Loki opadały niesfornie na jego bladą twarz. Siedział obok mnie poważny jak nigdy i nic nie mówił. Ja też nie miałam zamiaru odezwać się ani słowem. Nic takiego nie zrobiłam. Po pomarańczowym płomieniu, dającym przyjemne ciepło nic już nie zostało. W powietrzu unosił się jedynie zapach drewna i moich delikatnych perfum, którymi spryskałam się tuż przed wyjazdem.Wszyscy poszli już spać. Zostaliśmy tylko we dwoje.
- Idę się położyć- wstałam z ławki i mimowolnie spojrzałam na Harry'ego. Jego zielone oczy skupiły się na moich.
- Proszę zostań- chłopak posadził mnie z powrotem na ławce, okrył kocem, który wcześniej z siebie zrzuciłam i przykucnął przede mną.
Odwróciłam twarz w przeciwną stronę, ale chłopak nie poddał się i kontynuował swoją wypowiedź.
- Mieliśmy porozmawiać...- choć nie patrzyłam na niego, kątem oka widziałam, sądząc po jego minie, że nie jest dumny ze swojego zachowania.
- Dobrze ująłeś, mieliśmy- próbowałam zejść, ale on zagradzał mi drogę.
- Jesteś pijany. Tak rozmawiać napewno nie będziemy- spojrzałam na niego poważnie.
- Nic nie wypiłem. Nie miałem ochoty pić- mówił prawdę. Tak mi podpowiadał mój kobiecy instynkt i nie miałam zamiaru zaprzeczać.
- To czemu tak się zachowałeś? Potraktowałeś mnie z góry, jakbym była...
- Nie mów tak... Nie chciałem, żeby tak wyszło, rozumiesz? Ja... no wiesz...
- Nie wiem, może mi w końcu to powiesz?- na mojej twarzy malowało się rozdrażnienie całą tą dziecinną sytuacją.
- Jestem zazdrosny, jasne? Jestem o ciebie cholernie zazdrosny. Kiedy gdzieś idziemy wszyscy faceci odwracają się za tobą. Może tego nie widzisz, ale tak jest. A ja najchętniej dałbym im wszystkim w mordę.
- Przestań, wcale tak nie jest- nabrałam powietrza, żeby odpowiedź była bardziej przekonująca.
- Jest uwierz mi.
- To nie zmienia faktu, że przesadziłeś. Jak możesz być zazdrosny o swoich przyjaciół? Nawet w nich widzisz konkurencję? Przecież jak będziemy razem nie możesz zakazać mi rozmów z innymi facetami, tylko dlatego, że jesteś o mnie zazdrosny- krzyknęłam mu prosto w twarz.
- Jestem cholernie zakochanym w tobie, zazdrosnym idiotą. Ale nie pozwolę ci odejść, ani nikomu mi cię odebrać, rozumiesz?
- Skoro tak to udowodnij to innym i mnie samej. Udowodnij... Wiesz, że ja słyszałam już mnóstwo słów, które okazały się tylko pustymi słowami rzucanymi na wiatr. Nie chce, żeby to się powtórzyło...
- Nie powtórzy- ujął moją twarz w swoje dłonie i przybliżył do swojej. Jego zielone oczy były pełne pożądania co mnie także się udzieliło. Zbliżył swoje usta do mojej szyi i po chwili musnął ją swoimi ustami. Przeszedł mnie dreszcz, a na moich rękach pojawiła się gęsia skórka. Kolejny pocałunek złożył tuż pod moją brodą. Moim ciałem wstrząsnęła fala gorąca. Zrzuciłam koc z moich ramion i rękoma objęłam chłopaka. Trzeci, znacznie dłuższy pocałunek złożył na połowie moich ust. To było niczym próbowanie czegoś nowego, zachwycał się ich smakiem. Dłużej nie wytrzymałam. Przyciągnęłam chłopaka za koszulę do siebie i nasze usta złączyły się w ostatecznym, gorącym pocałunku. Chłopak uśmiechnął się, bo jego usta wygięły się co dokładnie poczułam.
- Poczekaj- przerwałam łapiąc oddech.
- Byłam na ciebie zła. Powinnam dać ci w twarz, a nie się z tobą całować- uśmiechnęłam się trochę figlarnie.
- Skoro tak ma się kończyć każda nasza kłótnia to musimy robić to częściej- chłopak wstał i pociągnął mnie. Wskoczyłam na niego i obwiązałam dookoła jego ciała moje nogi, a rękoma przytrzymałam się jego szyi.
- Wiesz, że śpimy we dwójkę w jednym namiocie, prawda?- zaśmiał się.
- A kto tak powiedział? Ja śpię w środku a ty na zewnątrz- na moją twarz wpełznął uśmiech zwycięstwa.
- Chcesz, żeby mnie niedźwiedzie zeżarły?- zrobił minę smutnego psiaczka, a ja próbowałam wyglądać na bezwzględną i bawiłam się jego loczkami na głowie.
- No nie wiem. Może i to nie byłby głupi pomysł... Tylko...
- Tylko co? chłopak zatrzymał się przed naszym namiotem i położył mnie ostrożnie na ziemię.
- Brakowałoby mi tego- dotknęłam wskazującym palcem jego wargi, którą po chwili zagryzł, co kolejny raz wzbudziło we mnie wewnętrzne ciepło.
- Mamy jeden śpiwór- jego twarz była coraz bliżej, a kąciki moich ust coraz bardziej się wykrzywiały z powodu szerokiego uśmiechu.
- Czyli ty śpisz bez- powiedziałam.
- Czyli śpimy razem- pocałował mnie delikatnie i pociągnął za rękę do namiotu.
- Tylko bez numerów Haroldzie!- powiedziałam a on zaśmiał się głośno, co mnie trochę wystraszyło. Adrenalina podskoczyła do góry, a serce odetchnęło z ulgą, że wszystko się ułożyło...

Położyłam ostrożnie głowę na jego klatce piersiowej i przytuliłam do jego ciała. Na szczęście zmieściliśmy się razem w śpiworze, bo bez niego byłoby całkiem zimno...
- Dobranoc- szepnęłam, a on odpowiedział mi tym samym i pocałował w czoło. Nie musiałam długo czekać, bo po krótkiej chwili odpłynęłam do beztroskiej krainy, w której wszystko jest możliwe, czyli do krainy snów.

Obudził mnie sygnał przychodzącego esemesa. Zaspanym wzrokiem spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Jest godzina czwarta w nocy. Kto może pisać do mnie o tej porze? Kliknęłam przycisk ''odbierz'' i moim oczom ukazał się esemes od Nialla. Zdziwiło mnie to trochę, bo przecież on zazwyczaj bardzo dobrze śpi. Co robi o czwartej w nocy na nogach? Treść esemesa brzmiała następująco:
Han, przepraszam jeżeli budzę, ale potrzebuję twojej pomocy. Możesz przyjść jak najszybciej do mojego namiotu? Niall.
Czym prędzej, ostrożnie wyszłam ze śpiwora, co wcale nie było takie proste. Bałam się, że obudzę słodko śpiącego loczka, ale na szczęście do tego nie doszło. Nie umiałam znaleźć swojego swetra, więc włożyłam na siebie bluzę należącą do mojego chłop... Zaraz wróć. Czy ja mogę go tak nazywać? Czy ja mogę nazwać go moim chłopakiem, a nas oboje parą? Nie rozmyślałam o tym za długo, bo moją głowę zaprzątało mnóstwo innych myśli. Co z Niallem? Czy coś mu się stało? Powoli rozsunęłam zamek namiotu i wyszłam na zewnątrz. Tym razem moim ciałem wstrząsnął zimny dreszcz, ale zaczęłam biec w stronę namiotu, w którym tej nocy nocował blondyn. Chłopak siedział przed namiotem w dość dziwnej pozycji.
- Niall- podbiegłam do niego i zaczęłam bacznie mu się przyglądać.
- Co ci jest?- jego twarz była blada jak ściana, a czasem wydawało mi się nawet, że przybierała zielonawy odcień.
- Niedobrze mi- coraz mocniej przyciskał ręce do brzucha, chociaż obydwoje wiedzieliśmy, że to w niczym nie pomoże.
- To może być zatrucie pokarmowe. Jadłeś coś?
- Pianki- powiedział chłopak zupełnie zniekształconym głosem. Musiało mocno go boleć.
- Pianki jedliśmy wszyscy. My też byśmy się źle czuli- stwierdziłam nie wiedząc co dolega przyjacielowi.
- Dobra Niall, gdzie masz kluczyki?- zapytałam a on wskazał na swój namiot. Wzięłam z niego kluczyki do samochodu, fioletową bluzę na rozpinanie Nialla i wyszłam do przyjaciela.
- Niall słuchaj musimy jechać do szpitala, jasne?- powiedziałam z pocieszającym uśmiechem i pomogłam blondynowi wstać.
- Czy to konieczne?- zapytał.
- Nie mamy wyjścia. Musisz dać radę- pocieszyłam go jak najlepiej umiałam.
- Nie chodzi o mnie. Wiem, że nienawidzisz szpitali- teraz na jego twarzy ujrzałam delikatny uśmiech.
- Potrzebujesz pomocy. Ty jesteś dla mnie ważniejszy od jakiś głupich uprzedzeń- powiedziałam na co chłopak szepnął ''dziękuję'', podparł się o mnie i razem skierowaliśmy się w stronę samochodu, który stał nieopodal. Otworzyłam tylne drzwi chłopakowi, a on położył się na siedzeniach. Okryłam go kocem, który znalazłam w bagażniku, a sama wsiadłam za kierownicę. Chwilę musiałam zastanowić się jak mam jechać tym samochodem, bo mimo, że mieszkam już dłuższy czas w Anglii to dalej mam problem z przyzwyczajeniem się do kierownicy po prawej stronie. Przekręciłam kluczyki w stacyjce i ruszyłam z piskiem opon z miejsca, w którym jeszcze przed chwilą się znajdowaliśmy.
Moje oczy były zmęczone, a powieki co chwilę opadały w dół. Nie mogłam pozwolić sobie na drzemkę, więc włączyłam radio, w którym akurat leciała jakaś energiczna piosenka.
Przynajmniej teraz nie zasnę- pomyślałam spoglądając w lusterko, w którym odbijała się zwinięta w kłębek postać mojego przyjaciela.
Starałam przypomnieć sobie jak mam dojechać do szpitala. Widziałam go po drodze, ale nie byłam pewna czy jadę w dobrym kierunku. Na szczęście po piętnastu minutach zobaczyłam wyłaniający się z lasu niewielki biały budynek z czerwonym krzyżem namalowanym farbą.

W środku panowało przyjemne ciepło. Przyjęła nas jakaś starsza pielęgniarka widocznie niezadowolona z naszej nocnej wizyty. Przecież na tym polega jej praca! Powinna przykleić sobie na twarz uśmiech i pomagać pacjentom jak najlepiej potrafi! Zaprowadziła Nialla do gabinetu lekarza, a ja powiedziałam, że poczekam na niego przed drzwiami. Tak też zrobiłam... Chodziłam nerwowo tam i  z powrotem nie mogąc znaleźć sobie miejsca. W końcu niespokojna usiadłam na niewygodnych krzesłach stojących na opustoszałym korytarzu. Postanowiłam napisać do przyjaciół esemesa z informacją co się stało i gdzie jesteśmy. Nie chciałam, żeby się o nas martwili. Nie umiałam wysłać napisanej wiadomości, ponieważ w miejscu gdzie się znajdowałam nie było zasięgu. Wstałam i szłam długim korytarzem aż mój telefon znalazł choć jedną kreskę i pomyślnie wysłał wiadomość. Już miałam się wracać, kiedy usłyszałam dziewczęcy płacz. Należał do ładnej brunetki, która siedziała oparta i ścianę z dłońmi na twarzy. Zmartwiona kucnęłam przed nią i zapytałam:
- Wszystko w porządku?
- Nie. Nic nie jest w porządku- zaczęła płakać jeszcze głośniej.
- Może mogę ci jakoś pomóc?- zapytałam niepewnie, a ona spojrzała na mnie z nadzieją w oczach.
- Dziękuję- uśmiechnęła się delikatnie i zaczęła opowiadać:
- Chodzi o to, że dzisiaj w nocy źle się poczułam. Przyjechałam tutaj, zrobili mi badania i okazało się, że jestem w ciąży.
- To chyba dobrze, prawda?- zapytałam pewna, że dziewczyna cieszy się z tego, że będzie miała dziecko.
- W pewnym sensie. Nie wiem jak zareaguje David. To mój narzeczony...
- Jestem pewna, że się ucieszy...- uśmiechnęłam się szczerze i spojrzałam na dziewczynę.
- Nie, bo... To nie jest jego dziecko...- wydukała. Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Zaczęła gwałtownie płakać i przytuliła się do mnie.
- Musisz mu jak najszybciej powiedzieć- spojrzałam jej w oczy, gdy ta już nieco się uspokoiła.
- Wiem, ale...
- Uwierz mi. Nawet najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa- powiedziałam. Wiem jak doradzać innym, ale sama się do tego nie stosuję. Jakim okropnym człowiekiem trzeba być, żeby tak postępować?
- Masz rację. Powiem mu, ale nie dzisiaj. Muszę przemyśleć, jak mam to zrobić.
- Dobrze, ale zrób to jak najszybciej. Żaden moment nie będzie odpowiedni do powiedzenia o czymś takim- zobaczyłam, że dziewczyna odzyskuje nadzieję.
- Dziękuję- powiedziała.
- Nie ma za co. Pamiętaj, że teraz najważniejsze jest dobro maluszka- wskazałam na jej brzuch.
- Tak. Ciągle nie umiem w to uwierzyć- z uśmiechem na twarzy spojrzała na zaokrąglony brzuszek.
- Dotknij- ujęła moją rękę i umieściła ją na swoim brzuchu.
- Tam znajduje się nowe życie. Wspaniałe, co?
- Tak- uśmiechnęłam się, a po moim policzku spłynęła łza wzruszenia.
- Wiesz co? Zrobię to jeszcze dzisiaj. Masz rację, nie mogę tego trzymać w sercu. On musi dowiedzieć się jak najszybciej- pomogłam dziewczynie wstać i pożegnałam się z nią ciepło.
- Jeszcze raz dziękuję Hannah!- zawołała brunetka i pomachała do mnie, na co ja zrobiłam to samo.
- Powodzenia!!- odpowiedziałam w ostatniej chwili, ale byłam pewna, że dziewczyna mnie słyszała bo przytaknęła głową.
Trochę zszokowana całą sytuacją wróciłam pod salę, w której lekarz badał Nialla. Strasznie długo to trwało, więc złączyłam dwa krzesła i ułożyłam się na nich. Wykończona przymknęłam powieki i już nie zdołałam ponownie ich otworzyć...




No witajcie!!! Jest wcześniej... to taka mała niespodzianka ode mnie dla was :D
Dziękuję wam za 10710 wejść na mojego bloga i tyle wspaniałych komentarzy :) Ostatnio z nimi coś słabiej, ale liczę, że to przez te wszystkie olimpiady i nacisk ze strony nauczycieli, a nie gorsze rozdziały, które wychodzą spod mojej ręki... Mam nadzieję, że w najbliższym czasie to się poprawi :) A co tam słychać u moich kochanych czytelniczek? Pozdrawiam was moje słoneczka i liczę na dużo komentarzy pod spodem... Buziaki :**







piątek, 12 października 2012

Rozdział dwudziesty trzeci

Noc była dość ciepła, więc w krótkich fioletowych spodenkach i bluzce z krótkim rękawem, którą miałam na sobie było mi w sam raz:












Delikatny wiaterek schładzał moje ciało, które było już wystarczająco nagrzane, ponieważ na moich policzkach pojawiły się charakterystyczne dla mojej urody różowawe wypieki. Oddychałam głęboko. Pobierałam z otoczenia duże ilości tlenu, żeby po chwili móc wypuścić całe powietrze. Gdzieś nieopodal w wysokich trawach dało się usłyszeć donośne cykanie cykad. Kiedyś przeczytałam w jakiejś książce, która teraz pewnie leży skurzona na drewnianej półce w moim starym pokoju, że w świecie owadów wiele samców  np. samce cykad zwabiają samice dźwiękami.
Ojj nie tylko oni...- pomyślałam. Dobrze wiemy, że ci przystojni chłopcy, którzy siedzą teraz przy ognisku i najprawdopodobniej śpiewają robią dokładnie to samo... Ich głosy są jak piękne i niewidzialne dla oczu nici, które są nieprawdopodobnie mocne i dają mi niezwykłą siłę. Te wszystkie nicie z dnia na dzień coraz bardziej  zaciskają moje serce. Przywiązałam się do nich, ale czy jestem gotowa, żeby opowiedzieć im o tym co przez tak długi czas starałam się ukryć?
Jedno zdanie, które przypomina chwile, o których staramy się zapomnieć. Chowamy do szuflady, zamykamy na cztery spusty i staramy się wykasować z pamięci na zawsze. Nigdy więcej do nich nie wracać. Przetarłam oczy, bo zaczęły mnie swędzić. Poczułam, że łzy zbierają mi się w oczach, ale żadna z nich nie miała odwagi zlecieć. Nie miała prawa. Tyle czasu starałam się nie wspominać o tym feralnym dniu, a teraz te nieprzyjemne wspomnienia powróciły. Wymusiłam uśmiech na twarzy i przypomniałam sobie słowa mojej kochanej mamy:
'' Jeśli kiedykolwiek będzie Ci smutno to śpiewaj. Znajdź słowa, które najlepiej opisują Twój ból i wyrzuć je z siebie'' Pozwól im wydostać się z tego dobrego serduszka. Zrób miejsce miłym wspomnieniom i pozwól, aby złe chwile odeszły w niepamięć''.
Mama mówiła mi tak, kiedy byłam małą dziewczynką i ja teraz właśnie poczułam się jak taka mała dziewczynka, która nie wie co ma zrobić, więc zgodnie z tym co powtarzała mi mama, za którą bardzo tęskniłam zaczęłam śpiewać piosenkę, która wpadła mi akurat do głowy.
Next time I'll be braver - pierwsze słowa zaśpiewałam z delikatną chrypką, która jednak po chwili ustąpiła miejsca czystemu głosowi. Kolejne zdanie zaczęłam już z większą pewnością:
I'll be my own savior,
When the thunder calls for me,
Next time I'll be braver,
I'll be my own savior,
Standing on my own two feet,

I won't let you close enough to hurt me,
No, I won't rescue you to just desert me,
I can't give you the heart you think you gave me,
It's time to say goodbye to turning tables,
To turning tables,
Turning tables, yeah,
Turning, yeah, ooh...

Przymknęłam powieki, które dotychczas pochłaniały piękny widok rozgwieżdżonego nieba i odgarnęłam kosmyk włosów, który opadał na moją twarz i delikatnie łaskotał mnie w nos, co powodowało nieznaczny uśmiech na mojej twarzy.
Czy po ''tym'' incydencie myślałam, że mogę się jeszcze uśmiechać? Nie. Kolejny raz potwierdza się sentencja ''Nigdy nie mów nigdy''. Uśmiecham się. Ja naprawdę ostatnio cały czas się uśmiecham!
Te wydarzenia nigdy się już nie powtórzą. To zamknięty rozdział. Teraz tworzę nowy, mój własny rozdział, w którym jestem naprawdę szczęśliwa. Stałam się bardziej pewna siebie. Pokonałam te słabości, które kiedyś przyprawiały mnie o ból brzucha. ŚPIEWAM. a to jest coś czego nie robię często. Mimo, że bardzo kocham śpiew to jestem jedną z tych osób, które wolą trzymać się z daleka od sceny. Wolę pośpiewać pod prysznicem, w samotności. Może to jakiś rodzaj tchórzostwa, ale przecież nie wszystkie słabości można wyleczyć...

Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Momentalnie mój głos umilkł, a serce podskoczyło jak szalone. Odwróciłam głowę i odetchnęłam z ulgą.
- Liam- szepnęłam i pokazałam przyjacielowi moje białe ząbki w postaci serdecznego uśmiechu. Wskazałam  miejsce obok mnie, a chłopak położył się tam i tak jak ja wtopił swój wzrok w niebo. Nastała cisza, ale jedna z tych przyjemnych, w których po prostu nie trzeba nic mówić tylko cieszyć się nawzajem swoją  obecnością.
- Słyszałem jak śpiewasz- chłopak zaczął dość niepewnie. Spojrzałam na niego trochę zawstydzona i zakryłam twarz dłońmi.
- Ja nie śpiewam- powiedziałam niepewna czy Li mnie słyszy, ponieważ dłonie dalej zakrywały moje usta i resztę twarzy.
- Śpiewasz i to niesamowicie- mój misterny plan nie wypalił, słyszał mnie...
Czemu nie mówiłaś, że masz taki głos?- zdjął moje ręce i nachylił się nade mną tak, że widziałam tylko jego głowę wraz z szyją i księżyc.
- Bo nie pytałeś- odpowiedziałam krótko i odwróciłam się unikając jego wzroku. Czułam jego oddech na moim ciele, przez które przeszedł miły dreszcz. Chłopak zaśmiał się delikatnie.
- Dużo jeszcze o tobie nie wiem?- zapytał na co ja nic nie odpowiedziałam. W tym momencie w moim sercu rozgrywała się wojna. Powiedzieć czy nie? Jeśli miałabym powiedzieć chłopcom o tym co kiedyś mnie spotkało to chciałabym, żeby pierwszy dowiedział się Liam. Nie wiem dlaczego właśnie on, ale tak po prostu czuję.
- Troszeczkę- pokazałam palcami i uśmiechnęłam się.
- Wiedz, że możesz nam ufać. Przynajmniej ja obiecuję, że możesz mi wszystko powiedzieć, kiedy tylko będziesz na to gotowa- nie wiem skąd ten chłopak był taki mądry i wrażliwy.
- Wiem- wtuliłam się w jego ciało.
- Dziękuję- szepnęłam.
- Jesteś wspaniałym przyjacielem- tak bardzo pragnęłam się nie rozkleić, co niestety mi się nie udało. Kilka łez spłynęło po moim policzku wprost na jego pachnącą perfumami koszulę w kratę.
- Pomoczyłam ci koszulę- byłam rozgoryczona. Nie miałam zamiaru zakończyć tego co miało miejsce.
- Ty płaczesz?- chłopak pocałował mnie w czubek głowy. Jego głos ukazywał zaniepokojenie zaistniałą sytuacją. Wyrwałam się z jego objęć i powędrowałam wzrokiem w kierunku jakiegoś nieznanego punktu na jeziorze.
- Ja... na razie...- nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Nie jesteś gotowa. Rozumiem- jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. Po chwili smutku znów pojawiła się tyle oczekiwana chwila radości.
- Zmiana tematu?- zaproponował chłopak na co ja z radością przystałam.
Błądziłam swoim wzrokiem po niebie aż w końcu Daddy zapytał:
- Czego ty tam tak szukasz?
- Małej i Dużej Niedźwiedzicy. Nigdy nie wiedziałam gdzie są na niebie- byłam bardzo poważna co chłopaka rozbawiło. Sama nie wierze w to co zrobiłam. Powinnam wyrzucić to z siebie. Chciałam zrobić to już dawno, tylko nie umiałam zdobyć się na odwagę. Słowa Danielle otworzyły mi oczy. A jednak kolejny raz tchórzę...
- Pomożesz?- Liam zaśmiał się i zaczął szukać gwiazdozbiorów razem ze mną. Śmiech nie znikał z mojej twarzy. W jego towarzystwie zapominałam o wszystkich zmartwieniach.
- Chodźmy już, bo będą się niepokoić- stwierdziłam, na co chłopak przytaknął i obydwoje wstaliśmy z pomostu. Postawiłam nogę na jedną ze spróchniałych desek, a ona zaskoczona, że po tylu latach ktokolwiek miał ochotę wejść na ten pomost ugięła się pod moim ciężarem. Niespodziewanie wpadłam do lodowatej wody. Wypłynęłam na powierzchnię i co zastałam? Wysoki, brązowooki chłopak w lekko kręconych włosach powstrzymywał się od śmiechu.
- Tak cię to bawi?- moje zęby nie przestawały uderzać o siebie tworząc dość specyficzny odgłos.
- Nie- chłopak udawał powagę.
- Pomóż mi lepiej stąd wyjść- wyciągnęłam do niego rękę, na co on zrobił to samo.
- Masz za swoje- chwyciłam go i pociągnęłam do wody. Takiego obrotu wydarzeń najprawdopodobniej się nie spodziewał. Zaczął gonić mnie w wodzie, a ja próbowałam płynąć jak najszybciej potrafię.
- Nie dogonisz mnie- krzyczałam i śmiałam się w jednym. Nagle chłopak zniknął z mojego pola widzenia. Rozglądałam się szukając głowy chłopaka. Bezskutecznie.
- Liam?! Liam, gdzie ty jesteś?- zanurkowałam, ale w wodzie panował mrok przez co widoczność była ograniczona.
- Liam!!! To nie jest zabawne! - wrzasnęłam po chwili bezradna. Znajomy śmiech za moimi plecami. Poczułam czyjeś silne ramiona obejmujące mnie od tyłu.
- Ty wariacie! Ładnie to tak?
- Dogoniłem cię- uśmiechnął się delikatnie. Nasze nosy prawie się dotykały.
- To się nie liczy- pokazałam mu język i zaczęłam płynąć do brzegu.

Przy ognisku panowała miła atmosfera. Niall dotarł ze swoją gitarą krótko po tym jak dotarliśmy z Liamem do obozowiska. Gdzie on był tyle czasu? Czy oby napewno jego gitara znajdowała się w samochodzie? On chyba biegł po ową gitarę do domu w Londynie sądząc po upływie takiej ilości czasu. Usiedliśmy bliżej płomienia, żeby nasze ubrania zdążyły szybciej wyschnąć. Wszyscy, nie licząc Danielle, która na moje szczęście poszła spać i Harrego, który zobaczywszy mnie z Liamem nie dając nic sobie wytłumaczyć poszedł napić się piwa z Lucasem dokończyliśmy jedzenie przypalonych już pianek. Dlaczego Harry taki jest? Zazdrosny o każdego chłopaka. Czy on aż tak mi nie ufa? Aż tak, że widzi swoich przeciwników w najlepszych przyjaciołach... Nie rozumiem jego zachowania i nie mam zamiaru go przepraszać. Skoro mi nie ufa to kontynuacja tego co ostatnio między nami zaszło nie ma sensu...
Blondynek oznajmiając wszystkim, że nastroił swoją gitarę i zaczął grać piękną piosenkę. Wszyscy chłopcy zaczęli śpiewać jej słowa, w które dokładnie się wsłuchiwałam:

Today is gonna be the day
That they're gonna throw it back to you
By now you should've somehow
Realized what you gotta do
I don't believe that anybody
Feels the way I do about you now

Backbeat the word was on the street
That the fire in your heart is out
I'm sure you've heard it all before
But you never really had a doubt
I don't believe that anybody feels
The way I do about you now

And all the roads we have to walk are winding
And all the lights that lead us there are blinding
There are many things that I would like to say to you
But I don't know how

Because maybe
You're gonna be the one that saves me
And after all
You're my wonderwall...

 










Wtuliłam się w mięciutki koc, którym wcześniej otulił mnie Zayn i zmęczona już tym dniem zaczęłam powoli zasypiać na jego kolanach. Ostatnie co uchwyciłam to uśmiechy tych wszystkich osób znajdujących się przy ognisku, które sprawiały, że czułam niezwykłe ciepło w sercu. Te wszystkie twarze, głosy...
Przyjaciele są jednym z najważniejszych powodów by żyć!


No witam. Na wstępie: przeprosiny dla Was ode mnie za to, że musiałyście tyle czekać na ten rozdział...Ostatnio miałam małe problemy ze zdrówkiem, ale już jest w miarę dobrze :P
Nie będę pisać, że nie było warto czekać czy coś w tym stylu, bo obawiam się mojej kochanej siostruni- Kamilotki i jej młotka :)) Hahhaha... Ale ten rozdział nawet mi się podoba, teraz Wasza kolej na oceny...
A tak poza tym to:
I'm going to PARIS!!!! Rozumiecie??? Skacze ze szczęścia jak szalona... Koniec maja, początek czerwca jadę do Paryża z moimi przyjaciółkami na siedmio- dniową wycieczkę. Odpoczniemy (będziemy już po egzaminach), poderwiemy jakiś przystojniaków, pozwiedzamy a co najważniejsze spędzimy razem czas, bo przecież zgodnie z tym co wam napisałam:
Przyjaciele są jednym z najważniejszych powodów by żyć!

Au revoir :)) Je t`aime: Hannah :)



poniedziałek, 1 października 2012

Rozdział dwudziesty drugi




Kręta droga prowadziła przez bujny las. Wysokie drzewa bujały się na różne strony, jakby popychane przez niesforny wiatr, który nie dawał za wygraną. Samochód od czasu do czasu napotykał na swojej drodze dziury, w które niezgrabnie wpadał. Po chwili jednak znów powracał na powierzchnię, silny jak nigdy przedtem. Potem mknął już tylko szybko, mijając po drodze idące ostrożnie skrajem jezdni zakochane pary. Najprawdopodobniej wybrały się na romantyczny spacer brzegiem jeziora, które już wyłaniało się spośród drzew. Słońce powoli przygotowywało się do ucieczki z nieba i oświetlało swym blaskiem wszystko napotkane na swojej drodze. Moja głowa spoczywała oparta na kolana chłopaka z burzą loków, tak, że byłam w stanie obserwować co dzieje się za oknem i jednocześnie doświadczać tego wspaniałego uczucia. Mianowicie głaskania jego dłońmi moich włosów. Jego palce delikatnie przesuwały się po mojej głowie, zaczesując delikatnie lekko zakręcone kosmyki na jedną stronę. Mimowolnie podniosłam się i poczułam wzrok chłopaka na sobie. Uśmiechnął się do mnie, na co ja odpowiedziałam mu tym samym i oparłam się plecami o fotel samochodu jednocześnie wtulając się w jego ramię, które objęło mnie jednym, szybkim ruchem. - Musimy pogadać Harry- powiedziałam półszeptem, a on tylko kiwnął głową w geście zgody i uśmiechnął się ciepło. Tak naprawdę trochę obawiałam się tej rozmowy. Może to dla tego, że nie byłam w stu procentach pewna swoich uczuć do niego, ale przecież miłość przychodzi z czasem... czasem...

Wesoły blondyn siedział za kierownicą i prowadził dialog z mulatem, wsłuchującym się teraz dokładnie w słowa Irlandczyka. Widocznie Niall znowu opowiadał o jedzeniu, ponieważ na twarzy Zayna pojawił się nieznaczny grymas lecz w pozytywnym tego słowa znaczeniu... Czy w ogóle to słowo ma jakieś pozytywne znaczenie? Sama nie wiem... Tak, czy inaczej po chwili na jego twarzy znów pojawił się długo oczekiwany przeze mnie uśmiech. W samochodzie oprócz naszej czwórki siedziała jeszcze Perrie i Caroline, które z ciekawością przysłuchiwały się rozmowie chłopaków, od czasu do czasu wtrącając swoje komentarze, które powodowały uśmiechy na naszych twarzach. W drugim samochodzie, który jechał kawałek za nami poruszała się reszta naszych przyjaciół, czyli Kate, Liam z Danielle, Loui i Eleonor oraz przyjaciel Louisa- Lucas. Pewnie nasuwa Wam się teraz pytanie gdzie jedziemy? Ohhh, gdybym tylko wiedziała. Chłopcy nie byli zbyt wylewni opowiadając nam o swoim genialnym pomyśle. A właściwie podobno pomyśle Daddiego. Skoro Li wymyślił miejsce gdzie spędzimy kolejne trzy dni swojego życia mogę być spokojna. Przynajmniej nie spodziewam się skoków na bangee, które przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Zastanawiam się czy kiedyś odważyłabym się zrobić coś takiego?! Taki nagły wzrost adrenaliny dobrze by mi zrobił... Dobrych hormonów nigdy za wiele...

Moje ciało ogarnęło teraz dziwne uczucie. Nie pierwszy raz go odczułam. Od jakiegoś czasu moje serce ogarnia coś w rodzaju smutku. Brak mi słów, żeby to opisać. Nie wiem czy to strach przed czymś co kiedyś się wydarzyło czy możliwość stracenia wszystkiego co jest dla mnie tak ważne. To jakby tęsknota za czymś co straciłam lub mogę stracić. Po chwili wróciłam do normalnego stanu, ale nie umiałam zapomnieć o tym co przed chwilą działo się w moim sercu. Za każdym razem, kiedy próbowałam wyrzucić z siebie to uczucie, powracało do mnie z potrojoną siłą i nie byłam w stanie się przed nim uchronić. Niestety... każdy ma jakieś tajemnice. Jedne są mroczne, a inne trochę mniej...

Po usłyszeniu strzępek rozmów chłopaków z przodu doszłam do wniosku, że jesteśmy na miejscu. Kolejny raz udało mi się puścić w niepamięć to co działo się w moim sercu, lecz czy aby na pewno to uczucie już nie powróci?

Wszyscy wyładowaliśmy się dość nieudolnie z pojazdów i zaczęliśmy rozglądać się dookoła. Miejsce było naprawdę czarujące. Pozbierawszy niezbędne przedmioty poszliśmy w stronę brzegu jeziora w celu bliższego poznania terenu. Pierwszy, dumnym krokiem podążał Lou, ciągnąc El za rękę. Jego radość ze spędzania wspólnego czasu z nami była przeogromna. Chłopak cieszył się niczym przedszkolak, który dostał wymarzony samochód na sterowanie. Zresztą wszyscy się tak zachowywaliśmy. Przebywanie wśród tak niezwykłej natury, podziwianie tak pięknych krajobrazów, a przede wszystkim spędzanie czasu w tak wspaniałym towarzystwie to powód do wielkiej radości. Nasza eskapada miała na celu oderwanie się od tętniącego życiem miasta i zakosztowanie odrobiny spokoju. Chcieliśmy po prostu spędzić miło czas i porządnie wypocząć. Oczywiście w każdej takiej wyprawie znajdą się także dobre i złe załączniki...

Kiedy zapoznaliśmy się już odrobinę z nowym miejscem my dziewczyny, nie licząc Danielle, która jakoś nie paliła się do jakiejkolwiek pracy zaczęłyśmy rozkładać namioty. Były całkiem duże i przytulne. Natomiast chłopcy zadowoleni z przebiegu naszej pracy chwycili się rozpalania ogniska. Przez pierwsze pół godziny Louis próbował rozpalić go metodą pocierania patyczka o patyczek, bo jak mówił mnóstwo razy już to robił. Niestety nie za bardzo mu to wychodziło, co sprawiało, że wszyscy mieli kolejny powód do śmiechu.
Lou w takim tempie to my nigdy nie siądziemy przy tym ogniskupowiedział Zayn opanowując śmiech, jednak po chwili się uspokoił, ponieważ pasiasty wydał z siebie triumfalny okrzyk.
Udało ci się?Eleonor podeszła do swojego chłopaka zdziwiona, patrząc na pomarańczowy płomień, który z minuty na minutę coraz bardziej się powiększał.
W pewnym sensiepan marchewka schował do kieszeni paczkę zapałek.
Oj ty oszuście!pocałowała go w usta, a on nie chciał wypuścić jej z objęć.
Nie przy ludziach!- wrzasnął Niall zakrywając oczy dłońmi na co znów wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.

W tej atmosferze spędziliśmy kolejną godzinę, w której piekliśmy pianki. Chyba nikomu ze zgromadzonych przy ognisku one nie smakowały, ale przecież to nie jest najważniejsze w całym tym rytuale ''pieczenia pianek''. Chodzi o dobrą zabawę i radość ze zjedzenia dobrze upieczonej, ale okropnie smakującej białej pianki.

Podczas, kiedy ja starałam się utrzymać szpikulec Irlandczyka, na który ponabijanych zostało chyba z dwadzieścia wspomnianych wcześniej pianek chłopak pobiegł wraz z Kate do samochodu po swoją gitarę. Dość długo ich nie było, więc zatroskany Zayn wyręczył mnie w pieczeniu zawartości szpikulca blondyna, a ja miałam czas na rozprostowanie ręki.
A gdzie Car?zaczęłam rozglądać się szukając wzrokiem przyjaciółki. Harry delikatnie przesunął moją głowę odrobinę w prawo i wskazał palcem na miejsce gdzie Karolina przechadzała się wraz z Lucasem.
Czy oczy mnie mylą czy oni naprawdę trzymają się za ręce?zapytałam trochę zdziwiona ich tempem, ale jak najbardziej szczęśliwa, bo przyznaję, że trochę się martwiłam, że między nią a pasiastym coś jest, ale to było tylko złudzenie.
Miejsce, w którym rodzi się miłośćpowiedział loczek i spojrzał mi w oczy. Ja jednak odrzuciłam jego spojrzenie.
Bez tych wstępów Harry. Weź ją do namiotu i załatw swojedo ogniska podeszła trochę już pijana Danielle. Właściwie to ledwo umiała ustać na nogach. Po słowach dziewczyny wszyscy zgromadzeni przy ciepłym płomieniu spojrzeli na nią z grobową miną. W tej chwili nikomu nie było do śmiechu, jej wręcz przeciwnie.Wiem, że nie wiedziała dokładnie co mówi, ale te słowa zabolały... Często mówiąc coś bezmyślnie możemy mocno zranić jakąś osobę. Niewinne zdanie, ale wiążące się z przeszłością, z której niektórych wydarzeń nie warto pamiętać.
- Hannahpowiedział Harry, kiedy wstałam od ogniska.
Nie, przepraszam was, muszę się przejść.
Ja...
Samadałam mu do zrozumienia, że potrzebuję chwili samotności. Odeszłam zostawiając go przy ognisku razem z Zaynem, Perrie i pijaną Danielle.
Zdjęłam buty i szłam brzegiem jeziora podziwiając piękne widoki i napełniając swoje płuca świeżym powietrzem. Nagle moją uwagę przykuło urocze miejsce. Za bujną roślinnością jeziora krył się mały pomost. Zerkając co chwilę pod nogi poszłam w tamto miejsce i ostrożnie położyłam się na drewnianych deskach spoglądając na ciemnogranatowe niebo. Jasny księżyc na kształt rogalika otaczało tysiące pięknych gwiazd i gwiazdozbiorów. Pewnie wśród nich jest Wielka i Mała Niedźwiedzica. Mogłam tylko spekulować bo nigdy ich nie rozpoznawałam.

Dlaczego Danielle musiała wypowiedzieć właśnie te cholerne słowa?! Dlaczego akurat te? Wiążą się one u mnie wyłącznie ze złymi wspomnieniami. Wspomnieniami, które starałam się wyrzucić z siebie na zawsze...




  

No i jest już dwudziesty drugi :) Cieszycie się? Trochę krótki, ale obiecuję, że to się zmieni. Jak będziecie ładnie komentować to kolejny pojawi się troszkę szybciej... :D No, ale to nie zmienia faktu, że rozdziały będą pojawiać się raz na tydzień.
To przez to, że trochę zawaliłam szkołę :( Ale nie martwcie się, będziecie miały więcej czasu na poukładanie sobie w waszych cudownych główkach tych bzdur, które wam tutaj wypisuję ://
Bzdury to jest chyba właściwe słowo, bo kiedy czytam blogi niektórych z was to po prostu chylę się do ukłonów. Każda z was ma w sobie ogromny talent, jedne trochę mniejszy, niektóre większy, ale każda z was powinna być z siebie dumna, że pisze. Powołam się tutaj na cytat człowieka, którego pewnie znacie:
''Prawdziwa sztuka to taka, która powstaje dzięki potrzebie tworzenia''
Albert Einstein
No a tak na marginesie to jak myślicie co ukrywa Han? I może macie jakieś propozycje na kolejny rozdział. Jakieś sugestie?

sobota, 22 września 2012

Rozdział dwudziesty pierwszy


- Oczami Harry'ego -














- Już jestem!- zawołałem wchodząc do domu. Klucze położyłem na szafce i zmęczony opadłem na fotel, znajdujący się w salonie.
- Już? Chyba dopiero... Miałeś przyjechać z dziewczynami. Gdzie one są?- do pokoju wpadło czterech dzikusów.
- Harry wszystko okej?- zapytał blondyn, ale oni wszyscy patrzeli na mnie jak na jakiegoś dziwoląga.
- Tak, czemu coś miałoby być nie w porządku?
- Nie wręcz przeciwnie. Szczerzysz się jak...- Louis nie zdążył dokończyć, bo mu przerwałem. Moja mina zmieniła się nie do poznania. Zamiast szerokiego uśmiechu teraz pojawił się grymas.
- Filip przyleciał do Londynu- powiedziałem stonowanym głosem.
- Żartujesz? Ten gnojek?!- każdy z chłopaków zaczął mówić coś pod nosem i przeklinać.
- Niestety nie żartuję. Zatrudnił się w restauracji wujka Hani.
- I jak ona się czuje?- tym razem skruszonym głosem odezwał się Daddy.
- Już lepiej. Chodź nie było zbyt kolorowo- stwierdziłem zgodnie z prawdą.
- Mam nadzieję, że porządnie go sprałeś- mina mulata wskazywała, że nie przyjmuje do wiadomości innej odpowiedzi niż ''Tak''.
- Zrobiłem coś lepszego- uśmiechnąłem się cwaniacko.
- Co?-na ich twarzach malowała się ciekawość.
Opowiedziałem chłopakom wszystko co się wydarzyło tego wieczoru. Uznałem, że skoro wszyscy przyjaźnimy się z Hanią to powinni wiedzieć co do niej czuję. Opowiadałem im to wszystko w napięciu. Trochę obawiałem się jaka będzie ich reakcja. Poczułem się trochę jak taka nastolatka, która opowiada przyjaciółkom przebieg swojej pierwszej randki. Zabawne... Oni słuchali każdego wypowiedzianego z moich ust słowa z uwagą, nie przerywając mi. Tylko Zayn miał pewne wątpliwości czy nie pogadać sobie z Filipem jeszcze raz, tym razem ostrzej... Ale jestem pewny, że z mojego uczucia co do tej dziewczyny byli bardzo szczęśliwi.
- W razie potrzeby damy mu porządną nauczkę- powiedziałem ostrzegawczo do mulata, a on uśmiechnął się szeroko. Nie chciałem robić kolejnej afery przez którą Han by cierpiała. Nie umiem znieść widoku jej smutnej twarzy. Chcę, żeby uśmiechała się jak najczęściej. To ja chcę ją uszczęśliwiać.
Chłopcy zaczęli rozmawiać o powrocie byłego chłopaka Hani, a ja spojrzałem na Liama. Od kiedy powiedziałem chłopakom co wydarzyło się pomiędzy mną a Han na dachu, jest jakiś taki nieobecny. Mógłbym powiedzieć nawet smutny, ale dlaczego? Gdy zobaczył, że go obserwuje uśmiechnął się do mnie, ale to nie był ten jego ,, czarująco słodki uśmiech'', jak to nazywają nasze fanki. Faktycznie Liam jest z nas pięciu najbardziej słodki i romantyczny. Jest też moim przyjacielem i widzę, że coś go gryzie.
- Idę się przejść- Daddy wstał z kanapy i posłał nam wszystkim uśmiech.
- Ale...- Niall chciał zapytać go o co chodzi.
- Muszę nabrać trochę świeżego powietrza i przemyśleć sobie kilka spraw- wytłumaczył szybko i zabierając z wieszaka bluzę wyszedł. Usłyszeliśmy tylko wyraźny dźwięk skrzypienia, który wydały z siebie zamykane przez niego drzwi.


- Oczami Liama -













Na zewnątrz wziąłem głęboki wdech, napełniając moje płuca świeżym powietrzem. Tego właśnie było mi trzeba. Jeszcze tylko kubeł zimnej wody na głowę i byłoby idealnie. Usiadłem na drewnianym podeście. W głowie kłębiło mi się tysiąc, przeróżnych myśli. Co się ze mną dzieje? Liam, opamiętaj się!
Nie umiem pozbyć się z serca tego nieprzyjemnego uczucia ukłucia. Czyżby zazdrości?! Owa przypadłość towarzyszy mi od momentu, kiedy Harry powiedział, że JĄ pocałował.  Pocałował Hanię. Jestem zazdrosny? Nie, nie to niemożliwe. A może jednak? Ale przecież o przyjaciółkę tez można być zazdrosnym, prawda? Nieprawda. Czemu nie cieszę się wspólnie z przyjacielem z jego szczęścia? Jestem za to wściekły na siebie samego, ale taka jest prawda. Jak mogę być tak samolubny? Tym bardziej, że przecież jestem z Danielle. Wspaniale nam się układa i niech tak pozostanie.
- Liam, stary wszystko okej?- Harry usiadł obok mnie.
Nigdy go nie okłamałem, więc teraz wolałem nic nie mówić. Choć podobno brak odpowiedzi też jest jakąś odpowiedzią.
- Widzę, że coś jest z Tobą nie tak- nie dawał za wygraną.
- To nic takiego. Po prostu pokłóciłem się z Dan- skłamałem. Nie mogłem inaczej. Przecież nie wyjawię mu prawdy. Czuję się z tym strasznie, ale ale co innego mogłem mu powiedzieć?! '' Harry chodzi o to, że jestem cholernie zazdrosny o Hanię ''. Nie ma mowy. Pewnie to tylko przelotne uczucie.
- Nie wiedziałem. Coś poważnego?- zmartwił się.
- Nie, na pewno jutro wszystko będzie już okej. Ty mi lepiej powiedz co wymyśliłeś na jutrzejszy dzień? A raczej już dzisiejszy. Piątek to możemy zabalować, a poza tym trochę zabawy każdemu z nas zrobi na dobre.
- Nie mam za bardzo pomysłu... Może ty coś wymyślisz?
- Tak. Mam świetny pomysł- uśmiechnąłem się cwaniacko, co trochę nie było do mnie podobne.
- Niegrzeczny Liam- przyjaciel poklepał mnie po plecach i razem wróciliśmy do domu.


 - Oczami Hani -

Kolejny dzień rozpoczęłam od zjedzenia ciepluteńkich tostów nutellą. Przyjaciółka zjadła razem ze mną i popijając herbatę dopytywała jeszcze o kilka szczegółów dotyczących wczorajszego wieczoru. Spędziłyśmy całą noc, rozmawiając o tych wszystkich wydarzeniach i analizowaniu ich. Wiem, że nie mogę zostawić spraw tak jak są teraz. Muszę porozmawiać poważnie z loczkiem o tym co się stało. Nie jestem pewna czy w ogóle dla niego nasz pocałunek cokolwiek znaczył. Przecież on może mieć takich dziewczyn jak ja na pęczki. Nic we mnie takiego wyjątkowego.
Zręcznie obracałam palcami szklankę z sokiem pomarańczowym stojącym na blacie, rozmyślając.
Mój wzrok przykuły złociste promienie słoneczne odbijające się od szklanego przedmiotu. To były te promienie, którym udało się wedrzeć do salonu pomimo zasłoniętych okien. Znalazły rozwiązanie na to by spełnić swój cel, marzenie a może nawet pragnienie. Ułatwiłam im sprawę, odsłaniając zasłony. Od razu cały pokój ogarnęła jasność. Poranne słonko delikatnie pieściło moją twarz. Karola się kąpała a ja traciłam czas na tym moim myśleniu. Zawsze wszyscy mówili mi, że za bardzo utrudniam sobie życie. Mówili, że powinnam czasem posłuchać głosu serca, a nie tylko mojego rozumu, który był już wytresowany do wytyczania odpowiedniej drogi, którą mam podążać.

Takie słońce... Dla niektórych ludzi jest sensem życia. Maja ochotę wstawać z łóżka i witać nowy dzień tylko dzięki niemu. A co dla mnie jest sensem mojego życia? Może tym sensem właśnie będzie Harry...
Jeśli nie spróbuję to się nie dowiem. Może nie jest za późno, aby zacząć słuchać głosu serca? Na to nigdy nie jest za późno. I znów uśmiech na mojej twarzy, który po chwili ustąpił miejsca lekkiemu zdziwieniu.
Dzwonek do drzwi- to właśnie powód tego zdziwienia. To nie mogą być chłopcy, bo o tej godzinie oni jeszcze śpią.
- Ciekawe kto to może być- pomyślałam biegnąc w stronę drzwi. Szybkim ruchem otworzyłam je i znów moim oczom ukazała się znajoma sylwetka oparta o framugę. Chciałam zamknąć drzwi, ale on pośpiesznym ruchem wsadził stopę do środka mieszkania uniemożliwiając mi zamknięcie ich.
- Kiedy ty w końcu dasz mi spokój i pozwolisz żyć?- zapytałam nerwowo.
- Za trzy godziny mam samolot do Polski i przed wyjazdem chciałem ci jeszcze coś powiedzieć- wyjął stopę licząc, że nie zamknę drzwi. Nie zamknęłam.
- Słucham- powiedziałam normalnym tonem, takim jak kiedyś.
- Nie wpuścisz mnie do środka?
- Wolałabym załatwić to tutaj- uśmiechnęłam się nienaturalnie.
- Chciałem ci powiedzieć, że mimo tego co się stało, mimo tego co się wydarzyło między nami to ja zawsze będę Twoim przyjacielem. Zawiodłem jako chłopak, ale nie jako przyjaciel i chcę, żebyś wiedziała, że możesz zawsze na mnie liczyć czy tutaj czy w Polsce- powiedział spokojnie, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Po chwili kontynuował:
- Nie wiem jak ty, ale ja nie poradzę sobie bez twoich złotych rad i żartów. Myślałem, że może będę w stanie Cię odzyskać, ale ty już spotkałaś kogoś innego. Nawet Cię rozumiem. Widać, że temu chłopakowi zależy na Tobie. Nie wnikam w to czy jesteście razem czy nie, ale jeśli będziesz chciała ze mną pogadać, po prostu jak z przyjacielem to znasz moje namiary- uśmiechnął się szczerze. Tęskniłam za tym uśmiechem.
- Chodź tu- rozwarłam ramiona a chłopak mocno mnie przytulił.

 












Co tam u Was kochane? Mnie niestety dopadła choroba, a pogoda za oknem wcale nie poprawia mojego samopoczucia. Za to wy jesteście kochane! Dziękuję za słowa pocieszenia i pochwały dotyczące rozdziałów. Nie wiem co bym bez was zrobiła!!! Szczególnie chciałabym z tego miejsca podziękować kilku osobom, mianowicie: Kamilocie, ChoCoLaTe!,  Mrs. Styles, Myszy, Meg, Alicji Jj. i Ance Nete... Dziękuję wam za to, że jesteście ze mną już od dłuższego czasu i wspieracie mnie. Kocham was dziewczyny ;**  Dziękuję też oczywiście innym czytelnikom, ale komentarze tych dziewczyn najbardziej mnie wzruszają i mobilizują do dalszego pisania. Mam do was też małą prośbę. Chodzi o to, żebyście wyobraziły sobie Liama z mojego opowiadania w kręconych włosach, w takich jak na zdjęciach powyżej... To jest właśnie Liam z mojego opowiadania, da się zrobić? :)
Widzieliście nowy teledysk chłopców LWWY? Ja nie umiem przestać słuchać tej piosenki i oglądać ich w tym nagraniu!!! Piosenka strasznie wpada w ucho cały czas ją sobie nucę i śpiewam. Jestem dumna z kolejnego sukcesu 1D. Oby tak dalej, prawda?







piątek, 14 września 2012

Rozdział dwudziesty

 
Timbaland- Apologize

- Oczami Hani -

Kiedy Filip wypowiedział te dawniej magiczne dla mnie słowa z budynku wybiegli Harry i Caroline.
- Daj mi tę ostatnią szansę. Ja bez ciebie nie istnieję. Nie umiem żyć. Kocham cię- powiedział nie wiedząc, że za jego plecami stoją moi przyjaciele. Mina Harry'ego wskazywała na to, że chce dać mojemu chłopakowi, a raczej byłemu chłopakowi z pięści. Wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku.
- Filip mogłam się ciebie tu spodziewać- powiedziała Car spoglądając na niego z obrzydzeniem. Pewnie też nie było jej łatwo. Całkiem go lubiła. Cieszyła się moim szczęściem i na pewno, gdyby ktoś powiedział jej, że mnie zdradzi, to nie uwierzyłaby w te słowa. Ufała mu tak jak ja sama.
- Cześć Karola- chłopak uśmiechnął się delikatnie, ale jestem pewna, że szczerze po czym prześwietlił Harolda wzrokiem.
- Jakiś problem kochanie?- zapytał mnie loczek uśmiechając się słodko. Po jego słowach domyśliłam się jakiej broni chce użyć. Podszedł do mnie i objąwszy w pasie przyciągnął do siebie gorąco całując. Dotknęłam koniuszkami palców jego burzy loków i zjechałam rękoma na jego szyję, o którą się zaczepiłam. Muszę przyznać, że całował nieziemsko. Po dość długiej chwili, kiedy to nasze usta były jednością, powoli je rozłączyliśmy. Chłopak uśmiechnął się do mnie zadziornie i jeszcze raz pocałował, tym razem krócej. Właściwie to nie było konieczne, bo wyraz twarzy Filipa mówił sam za siebie. Bezcenny widok. Chwyciłam Harry'ego za rękę i od razu poczułam się pewniej.
- Filip z nami naprawdę koniec. Jak widzisz ja już wszystko sobie tu poukładałam- spojrzałam na loczka i uśmiechnęłam się delikatnie, a on to odwzajemnił.
- Już cię nie kocham- ścisnęłam mocniej rękę Harolda, a on przytulił mnie i pocałował w czoło. Wypowiedzenie tych słów wcale nie było takie łatwe. Ćwiczyłam to przed lustrem mnóstwo razy, na wypadek gdybym jeszcze kiedykolwiek go spotkała, ale w głębi duszy miałam nadzieję, że to nigdy się nie wydarzy. Udało mi się to powiedzieć, ale to wcale nie spowodowało, że poczułam się lepiej.
Spojrzałam ostatni raz na Filipa. Kiwnął tylko nieznacznie głową robiąc zawiedzioną minę. Odwrócił się i odszedł.
 Dziękuję- szepnęłam Harry'emu do ucha i głęboko się w niego wtuliłam. Po chwili dołączyła do nas też Caroline. Zrobiliśmy zbiorowego miśka, a kiedy już skończyliśmy podziękowałam im za wszystko.
W głębi serca byłam rozdarta. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Czy cieszyć się, że Filip odszedł i zrezygnował z dalszej walki o mnie czy płakać, że już go przy mnie nie ma i tak naprawdę nigdy już nie będzie. 
- Muszę już wracać do pracy- wskazałam palcem na drzwi do budynku.
- Przestań. Niczego nie musisz robić- powiedział chłopak.
- Wiem, ale wujek...
- Wszystko mu wytłumaczę. Nic się nie martw. Harry zaopiekuj się nią- przyjaciółka posłała nam serdeczny uśmiech.
- Pewnie- pociągnął mnie za rękę i zaczął iść. Dotrzymałam mu kroku. W końcu dalej trzymałam jego dłoń. A raczej on trzymał moją.

Po pięciu minutach doszliśmy do parkingu, na którym Harry zaparkował swój samochód. Otworzył mi drzwi pasażera, a sam poszedł do bagażnika po apteczkę.


- Oczami Harry'ego -

Kiedy się dowiedziałem, że ten gnojek wrócił miałem ochotę przywalić mu tak, że się nie pozbiera. Ale ostatecznie postanowiłem, że zrobię coś innego. Nic nie boli tak bardzo, jak widok ukochanej osoby w objęciach kogoś innego. Chociaż to nie był jedyny powód, dla którego pocałowałem Hanię. Miałem na to ochotę już od dłuższego czasu. Właściwie od dnia, w którym się poznaliśmy. Jeszcze nigdy nie spotkałem równie cudownej dziewczyny. Niezwykle piękna i mądra. Zabawna i wrażliwa. Wyjątkowa. Ten pocałunek był niesamowity. Poczułem się, jakbym był z nią tam sam na sam. Kiedy już skończyliśmy nie umiałem się powstrzymać i jeszcze raz musnąłem jej różowiutkie usta. To zupełnie nie w moim stylu. Ludzie myślą, że lubię zabawić się z jakąś dziewczyną jedną noc nawet nie znając jej imienia. To nieprawda. Przynajmniej nie w tym przypadku. O ile tę smutną ślicznotkę siedzącą w samochodzie można nazwać ''przypadkiem''.
Chyba raczej zjawiskiem.
- Pokaż, co my tu mamy?- zapytałem uklękając przed nią. Obróciła głowę w moją stronę, a ja odkaziłem jej ranę wodą utlenioną i przykleiłem na nią plaster. Dziewczyna bacznie przyglądała się moim ruchom.
- Skończone- powiedziałem zadowolony z efektu.
- Dzięki- uśmiechnęła się, ale widziałem, że pod tym uśmiechem kryje się smutek.
- Jedziemy?- przerwała moje rozmyślenia.
- Pewnie- zamknąłem jej drzwi i wsiadłem za kierownicę.
Jechaliśmy w ciszy. Tym razem to nie była ta przyjemna cisza, która w jej towarzystwie nigdy mi nie przeszkadzała. Po spotkaniu tego dupka z dziewczyny, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyparowała cała radość. Ta radość, którą wszyscy tak bardzo w niej pokochaliśmy. Teraz siedziała taka nieobecna wpatrzona w jakieś punkty za oknem. Próbowałem ją zagadnąć- niestety bezskutecznie.
- Han a co byś powiedziała gdybym zgolił się na łyso?- zapytałem dla sprawdzenia jej czujności.
- Tak, pewnie. Super pomysł- odpowiedziała bez entuzjazmu.
- Ty mnie w ogóle słuchasz?
- Przepraszam- spuściła głowę, a ja gwałtownie zatrzymałem auto.
- Chcesz nas zabić?!- wrzasnęła przestraszona. Faktycznie- nie wyszło tak jak chciałem. Zawróciłem samochód i pojechałem w przeciwną stronę.
- Harry co ty robisz? Gdzie jedziesz?- nareszcie odzyskała świadomość.
- Zobaczysz- uśmiechnąłem się i ona też. Szczerze się uśmiechnęła.
- Jest nadzieja- pomyślałem w głębi serca i mocniej wcisnąłem pedał gazu.


Katy Perry- Firework


Czterdzieści minut później byliśmy już na miejscu. Zaczęło się ściemniać.
Chwyciłem jej dłoń i razem weszliśmy do budynku. Dość długo szliśmy po krętych schodach. Dziewczyna dzielnie to znosiła trzymając moją dłoń. A raczej ja trzymałem jej na tyle, żeby ją to nie bolało, ale żeby nie pozwolić jej odejść. Chciałem, żeby była przy mnie jak najdłużej. Chciałem czuć jej niesamowite ciepło. Chciałem opiekować się nią i być z nią. Czy ja właśnie o tym pomyślałem? Nie zdążyłem odpowiedzieć sobie na to pytanie, ponieważ schodków zaczęło ubywać, a w zasięgu wzroku pojawiły się drzwi, prowadzące na dach, z którego rozpościerał się niesamowity widok:

















- O matko!- powiedziała zdumiona dziewczyna stawiając pierwsze kroki na dachu.
- Pięknie, co?- posłałem jej najserdeczniejszy uśmiech jaki byłem w stanie zrobić.
- Niesamowite- także się uśmiechnęła.
- Poszliśmy powolnym krokiem w stronę krawędzi dachu.
- Boisz się?- zaśmiała się idąc przodem.
- Ja?- wydusiłem.
- To ja jestem tutaj mężczyzną i to ty powinnaś się bać.
- Tak? A co robią tutaj przestraszone dziewczyny w twoim towarzystwie?- teraz delikatny uśmiech zagościł u niej na dobre. Odetchnąłem z ulgą. Tak bardzo za nim tęskniłem.
- Nie wiem. Jesteś pierwszą osobą, którą tutaj przyprowadziłem- objąłem ją od tyłu, a swoje ręce splotłem na jej brzuchu. Jej włosy pachniały jabłkami.
- Wyjątkowe miejsce- powiedziała. Poczułem, że mnie rozumie.
- Tak. Przychodzę tutaj zawsze, kiedy jestem na coś wściekły, albo po prostu przygnębiony.
- I co robisz?- zapytała zaciekawiona.
- Jeśli to pierwsze to krzyczę.
- Serio?- trochę chyba się zdziwiła.
- Tak. Sama spróbuj. Krzyknij głośno, najgłośniej  jak potrafisz. Z całej siły, jakbyś miała wykrzyczeć wszystko...- nie chciałem jej o nim przypominać, więc nie dokończyłem.
- Filipowi? Możesz wypowiedzieć jego imię. Nie jest zakazane- tym razem nie posmutniała.
- Razem?- zapytała.
- Pewnie- uśmiechnąłem się.
Wrzeszczeliśmy tak chyba z dziesięć minut, aż zabrakło nam sił w płucach. Opadliśmy na dach zmęczeni i zaczęliśmy się śmiać.
- Harry nie tak głośno. Twój głos jest dla wielu osób bardzo cenny- uśmiechnięta dziewczyna położyła swój palec na moich ustach.
- Znam jeden cenniejszy- powiedziałem patrząc w jej niebieskie niczym ocean oczy.
- Czyj?- zapytała cichutko.
- Twój- wyznałem i odgarnąłem kosmyk jej złocistych włosów.
- Co?- zapytała ledwie słyszalnie, nie oczekując na odpowiedź.
Uniosłem delikatnie jej brodę do góry tak, że znów mogłem podziwiać jej urodę.
Zacząłem przybliżać się do jej ust, a po chwili dotknąłem ich. Przyciągnąłem ją do siebie bliżej tak, że czułem na swoim ciele szybkie uderzenia jej serca.















- Ej, wy tam!- obróciliśmy gwałtownie głowy w stronę drzwi, w których stał ochroniarz. No pewnie. Przecież włażenie na dachy i wrzeszczenie nie jest do końca dozwolone. Właściwie to w ogóle nie jest dozwolone.
Pośpiesznie wstałem i ciągnąc dziewczynę za rękę zacząłem uciekać.
- Biegnij szybko!- zawołałem.
- Tu jest jeszcze jakieś inne wyjście?- zaśmiała się. Mimo, że sytuacja nie była zbyt komfortowa to uśmiechy nie znikały z naszych twarzy.
- Można tak powiedzieć- odpowiedziałem krótko.
- To znaczy? Harry?! Co to ma być?- stanęła nad przepaścią między budynkami i spojrzała w dół.
- Chyba sobie żartujesz!- tym razem była całkiem poważna.
- Damy radę- pocieszyłem ją, chociaż sam nie byłem pewny tego co robię.
- Skoczę pierwszy a ty zaraz za mną, zgoda? Zobaczysz wszystko będzie okej- spojrzałem na biegnącego w naszą stronę ochroniarza.
- Nie rób tego. Boję się o ciebie- wydukała, a ja chciałem powiedzieć jej, że dla niej skoczył bym nawet w ogień. Niestety nie miałem na to czasu.
- Dobra szybko. Ale proszę uważaj- ona chyba też go zauważyła, więc mnie pośpieszyła.
Wziąłem rozbieg i skoczyłem. Szczęśliwie znalazłem się na dachu drugiego budynku.
- Teraz ty. Zaufaj mi. Wszystko będzie okej- na jej twarzy malowało się zakłopotanie.
- Zabijesz się!- wrzasnął ochroniarz za jej plecami.
- Ufam ci- zdjęła szpilki i szybko skoczyła wprost w moje ramiona. Przytuliła się, a ja odetchnąłem z ulgą. Przewiesiłem dziewczynę przez ramię tak, że jej głowa zwisała w dół i pobiegłem w stronę wyjścia z drugiego budynku. Tam na szczęście była winda, więc zjechaliśmy nią i już trochę spokojniejsi, rozglądając się ciągle na boki poszliśmy do mojego samochodu. Wsiedliśmy i zaczęliśmy się śmiać. Po prostu śmiać z tego wszystkiego. Tak szczerze to jak patrzę tak z dołu na tą odległość między budynkami to ona wcale nie była taka mała. Zrobiło mi się strasznie głupio, że naraziłem ją na coś takiego.
- Przepraszam- spoważniałem.
- Za co Harry?- na jej twarzy dostrzegłem widoczne zdziwienie.
- Nie powinienem narażać cię na takie niebezpieczeństwo. W ogóle nie powinienem cię tam zabierać.
- Chyba sobie żartujesz. Świetnie się bawiłam i nic tego nie zmieni.
- Nawet taki skok?- wskazałem palcem na ową szczelinę.
Han spojrzała przez okno na ów widok.
- Naprawdę tyle skoczyliśmy?- jej oczy zapłonęły fascynacją.
- Ciebie to bawi? Mogłaś zginąć.
- Zaufałam ci- powiedziała patrząc w moje oczy.
- Aż tak mi ufasz?- zapytałem trochę wzruszony, a trochę podniecony jej odpowiedzią. Hania wzbudzała we mnie przeróżne emocje, które mieszały się niebezpiecznie, tworząc interesującą mieszankę.
- A nie powinnam?- jej głos zadrżał.
Nastała cisza. Strasznie niezręczna i pełna napięcia. Dokładnie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć, Dzieliło nas teraz zaledwie kilkanaście centymetrów. Nie umiałem wydusić z siebie ani jednego słowa.
- Możesz mi zaufać- powiedziałem zgodnie z prawdą, dokładnie tak jak podpowiadało mi moje serce.
- Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zranisz tak jak on- spojrzała mi prosto w oczy.
- Obiecuję, że nigdy cię nie zranię i nie pozwolę tego zrobić nikomu- dodałem i złożyłem na jej ustach krótki, lecz namiętny pocałunek.
- Chyba powinniśmy już jechać- dziewczyna odepchnęła mnie od siebie i wróciła do podziwiania obrazów za oknem. Włożyłem kluczyki do stacyjki i odwiozłem ją do domu.




Kolejny raz małe opóźnienie... Przepraszam miśki ;)
Miałam go dodać wczoraj z okazji urodzinek Nialla :**, bo był już prawie gotowy, ale niestety nie udało się... Po prostu pierwszy raz się przeciwstawiłam. Miałam już dość ciągłej kontroli i pretensji. To strasznie smutne kiedy rodzice nie doceniają swojego dziecka i nie akceptują jego zainteresowań, w moim przypadku związanych z pisaniem. Może nie tyle co nie akceptują, ale nie rozumieją :(( Mama cały czas wypomina mi, że siedzę na komputerze i piszę :((
Ale nie martwcie się. Chyba zrozumieli swój błąd (mam przynajmniej taką nadzieję), bo ja z pisania tego bloga nie zrezygnuję. Staliście się dla mnie taką moją internetową rodziną, którą bardzo, ale to bardzo kocham. To, że mogę wyrażać swoje emocje poprzez wystukiwanie poszczególnych literek na klawiaturze stało się dla mnie czymś wyjątkowym i magicznym. Nigdy nie miałam takiej potrzeby, więc nie pisałam. Nie wiedziałam, że może mi to wychodzić. Teraz już z tego nie zrezygnuję. Dziękuję, że jesteście ze mną i czytacie... <3
A co do kolejnego rozdziału to nie wiem kiedy się pojawi, bo wiecie jak jest z tą szkołą. Ja w tym tygodniu miałam już pięć sprawdzianów!!! Pięć... :/// No, a z tygodnia na tydzień będzie ich przybywać, więc sami rozumiecie... Ale nie bój nic, do tygodnia nowy się pojawi.... :))
Kocham, Hanka.

czwartek, 6 września 2012

Rozdział dziewiętnasty

Każdego nowego dnia zasypiałam i budziłam się u boku Liama. Rzecz jasna jako przyjaciółka. Tylko przyjaciółka. Codziennie z chłopakami wymyślaliśmy sobie rozmaite rozrywki, albo po prostu siedzieliśmy w domu rozkoszując się swoim towarzystwem. Do tego jeszcze studia i praca.
Nadszedł w końcu dzień powrotu Caroline. Lou pojechał po nią na dworzec i razem wrócili do domu. Prawdę mówiąc oni spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Nie dziwię się, bo mają bardzo podobne charaktery i doskonale się rozumieją. Kiedy Car przyjechała chłopcy niestety wrócili do siebie. Podjęliśmy tę decyzję wspólnie. Powodem był brak miejsca u nas i oczywiście ich dziewczyny. Przecież Zayn, Liam i Lou są w związkach. Szczęśliwych związkach. Bo jeśli kogoś naprawdę kochasz to czujesz potrzebę spędzania z nim każdej swojej wolnej chwili.



- Tydzień później -
Oczami Hannah

Od razu po zajęciach w szkole przyszedł czas na pracę. No niestety. W życiu jest czas nie tylko na przyjemności. Karola miała na późniejsza zmianę, więc poszłam sama. Kiedy weszłam do restauracji od razu poczułam przyjemny zapach cynamonu.
- Hanka!- odezwał się wujek.
- Cześć wujku- przytuliłam mężczyznę, który podniósłszy ladę wszedł za bar.
- Jesteś głodna?- zapytał uśmiechając się szeroko.
- Aż tak po mnie widać?- zaśmiałam się.
- Wujek podstawił mi pod nos talerz z naleśnikami, które wyglądały bardzo apetycznie.




Już od samego patrzenia przybyło mi kilka kilogramów. Uznałam, że szef kuchni to pewnie jakiś niespełniony artysta, gdyż to danie było istnym dziełem sztuki!
- Wujku mówiłam ci już, że cię kocham?- posłałam mu oczko.
- Dzisiaj jeszcze nie- wujek uśmiechnął się najwidoczniej rozbawiony moim zachwytem.
Dopiero teraz tak naprawdę się mu przyjrzałam. Był szczupły, wysoki, ubrany w czarne, wąskie spodnie i białą koszulę. W świetle lampy dokładnie widziałam całą jego twarz. Mimo czterdziestki wyglądał bardzo młodo. Miał brązowe, bujne włosy. Z pewnością po śmierci cioci mógłby znaleźć sobie jeszcze jakąś kobietę. Ale wiem, że jego serce nie jest jeszcze dostatecznie zagojone, żeby wiązać się z kimś innym. To ciocia była kobietą jego życia. To ją zawsze kochał i będzie robił to już do końca swojego życia. Wspaniałe... Na pewno ciocia obserwuje go i czuwa nad nim gdzieś tam z góry.

Kiedyś z wujkiem spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, ale kiedy wyjechał do Londynu nasze kontakty zmniejszyły się. A szkoda. Strasznie lubiłam jego poczucie humoru i te szalone pomysły. Co jak co, ale na wujka to on się nadaje. Pamiętam, że kiedy uczyłam się do egzaminu praktycznego na prawo jazdy pożyczył mi swoje auto. Wiedział, że rodzice też dają mi swój samochód, ale nie będę czuła się w nim swobodnie. Jak to powiedział ''lepiej nauczysz się jeździć na moim gracie''. 
No i miał rację. Czułam się bardzo swobodnie. Chyba aż za bardzo, bo auto skończyło w kasacji. Ale wujek, jak to mój wujek powiedział: ''dobrze, że w końcu się go pozbyłem''. 
Mile wspominam wszystkie chwile spędzone wspólnie z nim.

Kiedy wylizałam już talerz (oczywiście nie dosłownie) podziękowałam mężczyźnie za posiłek i skierowałam się w stronę przebieralni.
- Aaa... Han! Zawołaj wszystkich jeszcze tutaj do mnie. Muszę wam coś ogłosić- powiedział.
- Tak jak mnie poprosił zawołałam wszystkich pracowników restauracji, którzy byli teraz na zmianie. Zajęli miejsca, a ja pozbierałam jeszcze szybko na tacę kilka brudnych filiżanek ze stolików i dołączyłam do nich. Oparłam się o bar i słuchałam z ciekawością co wujek ma nam do zakomunikowania.
- No cieszę się, że przyszliście. Mam do was małe ogłoszenie. Wiecie pewnie, że Lisa poszła na urlop macierzyński. Na czas jej nieobecności musiałem przyjąć kogoś na jej stanowisko. No i od razu zgłosił się chętny kandydat- wujek przeniósł wzrok na drzwi.
- Ciekawe czy przystojny?- usłyszałam głosy moich koleżanek co mnie trochę rozbawiło.
Drzwi się otworzyły i do sali wszedł...ON. Ten, na którego teraz nie miałam ochoty patrzeć. 
Poprawka: Już nigdy nie chciałam widzieć. Ten, którego jeszcze niedawno kochałam bezgranicznie. Z wrażenia wypuściłam z rąk tacę z całą zawartością na podłogę. Usłyszałam dźwięk tłuczenia. Spojrzałam w dół. Kawałek szkła wbił mi się w nogę, z której powoli zaczęła lecieć krew. Spojrzałam na Filipa i na nogę. Powtórzyłam tę czynność jeszcze kilka razy. Poczułam na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych. Łza spłynęła po moim policzku. Nie umiałam wydobyć z siebie żadnego słowa. Najlepszym wyjściem wydała mi się ucieczka. Tak też zrobiłam. Nie zważając na zranioną nogę wybiegłam z restauracji i usiadłam na chodniku. Zerwałam duży liść z krzaka, rosnącego obok i przyłożyłam do rany. Może to nie było zbyt mądre, ale wtedy nie potrafiłam myśleć racjonalnie. Co mnie zdziwiło policzki miałam już suche. Uroniłam z siebie tylko jedną łzę. Tą jedną, jedyną. Ostatnią.
Po co on tu przyleciał? Przecież wszystko między nami było skończone. Nie potrafiłabym być z kimś, kto tak bardzo mnie zranił i oszukał. Uważał się nie tylko za mojego chłopaka, ale i za przyjaciela. Ale to był tylko stek bzdur. W żadnej roli się nie spełnił.
- Hania!- natychmiast się poderwałam.
- Proszę cię- powiedział ze smutkiem. Kiedyś gdybym usłyszała w jego głosie smutek mi też zrobiłoby się przykro. Ale to przeszłość. Teraz w ogóle go nie żałowałam.
- O co ty mnie znowu prosisz? Po co ty w ogóle tutaj przyleciałeś?- zapytałam chłodnym i opanowanym tonem. Sama się zdziwiłam. Naprawdę Londyn mnie zmienił. Zmienił na lepsze.
- Daj mi dwie minuty. Wszystko ci wytłumaczę- złożył dłonie w wieżyczkę, jakby się do mnie modlił.
- Dwie minuty i twój czas się kończy- powiedziałam tym samym tonem co wcześniej. Założyłam sobie ręce na klatce piersiowej i czekałam co takiego ciekawego ma mi do powiedzenia.
- To przejdę do rzeczy. Na prawdę zachowałem się jak dupek.
- Przebrzydły dupek- dodałam stanowczo, spoglądając w ziemię.
- Wredny, przebrzydły idiota i dupek- sprostował swoją wcześniejszą wypowiedź.
- Co racja to racja.
- Zdradziłem cię z  Dominiką. Te słowa zabolały.
- Oo... Robisz postępy. Tym razem nie będziesz już zaprzeczał?- zapytałam z ironią.
- A może po prostu powiedz, że rozsmarowywałeś jej błyszczyk... swoimi ustami...!!!
- Zdradziłem cię i to był wielki błąd. Nie ma dnia, w którym bym tego nie żałował. Jesteś najwspanialszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek spotkałem. Wiem, jestem skończonym idiotom, ale proszę cię daj mi jeszcze jedną szansę. Po prostu byliśmy ze sobą już długo i...
- Znudziłam ci się?- teraz w moim głosie pojawiły się pierwsze nuty żalu.
- Nie. Nigdy. Od kiedy cię poznałem nie myślałem o żadnej innej dziewczynie. Dominika próbowała się do mnie zbliżyć, ale jej nie dawałem. Ale kiedy wyjechałaś... panicznie za tobą tęskniłem. Nie miałem na nic ochoty. Byłem przygnębiony i pojawiła się ona...
- Powiedziała mi przez telefon, że jesteście parą- pierwszy raz od dłuższego czasu spojrzałam mu prosto w oczy.
- To nie prawda. Tego dnia przyszła do mnie do domu i chciała wyciągnąć na imprezę. Nie miałem ochoty nigdzie iść, ale mnie przekonała, więc poszedłem do łazienki wziąć prysznic. A telefon został w pokoju...
- Miałeś dużo czasu, żeby perfekcyjnie przemyśleć sobie oficjalną wersję wydarzeń, którą mi opowiesz- nie wierzyłam już w żadne jego słowo.
- Pamiętasz jak się poznaliśmy?- chwycił się ostatniej deski ratunku.
Uśmiechnął się, bo chyba wiedział, że nie mogłam zapomnieć.

Piękna dziewczyna o lekko falowanych, złocistych niczym Roszpunka włosach siedziała skulona na ławce w parku. Liście na drzewach przybierały przeróżne, piękne kolory. Dziewczyna miała czerwone policzki i nos, ponieważ na dworze było już dość chłodno. W końcu była jesień. Jej najwidoczniej to nie przeszkadzało. Wędrowała swoim wzrokiem z prawej strony na lewą, co jakiś czas przewracając kartki czytanej przez nią  książki. Momentami jej oczy błyszczały niczym jasne światła uliczne, a na jej czerwonych ustach pojawiał się delikatny uśmiech. 
Był też chłopak. Obserwował ją już od dłuższego czasu. To w szkole, to w parku. Byli z dwóch różnych światów. Ona niezwykle śliczna i inteligentna, wzorowa uczennica. Raczej nieśmiała. Delikatna niczym płatek śniegu, ale niezwykle ciepła i czuła. On kapitan szkolnej drużyny piłkarskiej pożądany przez całą żeńską część publiczności. Mądry, lecz niemogący tego pokazać przed światem. Najprzystojniejszy i najpopularniejszy chłopak w szkole.
Nie mógł przestać na nią spoglądać. Robił to ukradkiem tak, żeby się nie zorientowała.
Siedzieli tak sami w parku i coraz częściej ich spojrzenia spotykały się. Na co dzień odważny chłopak przy niej tracił tę cechę. Któregoś dnia zdobył się jednak i zapytał czy może się do niej przysiąść.  Dziewczyna bez zastanowienia odpowiedziała, że będzie jej bardzo miło.
Od tego czasu rozmawiali już codziennie. Zaczęli spotykać się już nie tylko w parku. Stali się nierozłączni. Mimo, że ich światy różniły się diametralnie połączyli je w jeden- wspólny.
Ona pokazała mu inny świat. Ten, w którym nie królują same imprezy. Chociaż sama umiała bawić się jak nikt inny. On, który na co dzień był uważany za chłopaka mogącego mieć ''każdą dziewczynę'' wykazał się przed nią pełnią romantyczności. Ta dziewczyna nie była jak wszystkie. Była niesamowita, wyjątkowa. Ich pierwszą randkę zaaranżował na stadionie piłkarskim. Oczy przysłonił jej chustką, tak żeby nic nie widziała. Nie bała się. Prowadził ją za rękę, a z nim czuła się bezpiecznie. Kiedy rozwiązał już chustkę, jej oczom ukazał się piękny widok. Światła wielkich reflektorów oświetlały stojące na środku boiska dwa krzesła i stolik, na którym znajdowały się talerze z jedzeniem i bukiet czerwonych róż. Kochała róże. Wykonała powolny obrót dookoła swojej osi, ciągle trzymając rękę chłopaka. Gdy skończyła przyciągnął ją do siebie i ich usta złączyły się w delikatnym, lecz namiętnym pocałunku.
- Jeszcze nigdy nie kochałem tak żadnej dziewczyny- wyznał.
- To mam nadzieję, że nie jestem twoją pierwszą miłością- zaśmiała się i on również. Kochał jej poczucie humoru, z którego on zazwyczaj słynął na swoich ''randkach''.
- Nie jesteś pierwszą miłością- powiedział a śliczny uśmiech zniknął z twarzy dziewczyny.
- Jesteś moją pierwszą PRAWDZIWĄ MIŁOŚCIĄ- poprawił się.
- Kocham cię- szepnęła mu do ucha, a on wziął ją na ręce i zaniósł do stolika.

- Pamiętam- powiedziałam skruszonym głosem. W tym momencie poczułam silne ukłucie w sercu.
- Najbardziej boli mnie nie sam fakt, że pocałowałeś Dominikę, ale, że mnie oszukałeś. Zawsze byliśmy ze sobą szczerzy. W każdej sprawie. Przyrzekłeś mi kiedyś, że nigdy mnie nie okłamiesz. Przyrzekliśmy sobie, że będziemy nie tylko parą, ale też i przyjaciółmi. Że zawsze będziemy sobie o wszystkim mówić. Wiedziałeś, że ja nie wybaczę ci zdrady. Że nie dam rady.
- Ale ja cię cały czas kocham, rozumiesz?- podszedł bliżej i pochwycił moją dłoń.

- W tym samym czasie -
Oczami Caroline

Szłam właśnie do pracy, na swoją zmianę. Towarzyszył mi Styles. Chcieliśmy zrobić Hani niespodziankę. Dziewczyna nieźle haruje. Musi dużo uczyć się na studia, a do tego jeszcze praca, więc uznaliśmy, że chwila przyjemności jej się przyda... Kiedy z Haroldem weszliśmy do restauracji panowała tam dziwna atmosfera. Dostrzegłam kelnerkę- Emily, która sprzątała potłuczone kawałki szkła leżące na podłodze.
- Co tu się stało?- zapytałam zdziwiona.
Ten lokal ma bardzo wykwalifikowaną kadrę pracowników i raczej wypadki typu ''upuszczenie tacy'' się nie zdarzały. Dziewczyna opowiedziała nam dokładnie cały przebieg wydarzeń.
- Gdzie oni są?- zapytał dziewczynę zdenerwowany Harry.
Emily wskazała palcem na tylne drzwi, gdzie Harry udał się szybkim krokiem. Można by było nawet rzec, że wybiegł z budynku...



I jak wam przeleciał pierwszy tydzień szkoły? Jeszcze tylko jutro i weekend! Przyznam szczerze, że mi bardzo opornie... Szczególnie miałam problemy ze wstawaniem. W szkole błądzę gdzieś daleko myślami, ale muszę zacząć się skupiać, bo w tym roku mam przecież egzaminy :( 
Strasznie się boję, ale myślę, że dam radę. Muszę też utrzymać moje ocenki, żeby znów mieć czerwony paseczek :p Mój plan lekcji też jest fatalny. Mam codziennie od 8.00-15.10, potem jeszcze wolontariat, a następnie biegnę na tenis i inne dodatkowe zajęcia.
Więc musicie zrozumieć, że rozdziały będą pojawiać się dwa, a czasem tylko raz w tygodniu.
Zmieniłam też wygląd bloga...  Jakie jest wasze zdanie? Mi się bardzo podoba. Według mnie tamten był zbyt pstrokaty :)  Piszcie czy rozdział się spodobał... :)
 

 


Chciałabym wam jeszcze polecić dwa blogi, które naprawdę warto przeczytać:


Historia dziewczyny o imieniu Valery, która nie ma łatwego życia. Jej mama, która nałogowo pije traci prawo do opieki nad nastolatką i jej młodszym braciszkiem. Ich babcia zabiera dzieci do siebie i zajmuje się ich wychowaniem. Daje im nowy dom, ubrania, książki i jak się potem okazuje nowe, szczęśliwe życie... :)

Ten blog należy do mojej kochanej Magdy!!! Dziewczyna ma na prawdę ogromny talent. Każdy jej rozdział daje wiele do myślenia... Kiedy czytam jej słowa w moim sercu czuję miłe ciepło, bo uczucia, które nam przekazuje poprzez pisanie tego bloga są niezwykle piękne i wzruszające... <3<3
Dziękuję za wszystko Madziu!!! :**


Historia dwóch przyjaciółek z Warszawy: Anki i Dominiki, które po maturze wyjeżdżają do Londynu. Zatrudniają się w butiku z ubraniami, a pewnego dnia dowiadują się, że pomagają w ubieraniu pewnemu znanemu zespołowi... Czy poradzą z problemami, które wcale nie będą łatwe do rozwiązania? Czy Anka uwierzy w końcu w prawdziwą miłość? Czy może obie będą żałować całej przeprowadzki do Londynu?

Zapraszam do czytania tych blogów, bo są naprawdę genialne!!! :)