poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Informacja

Siema czytelnicy :)
Chciałabym napisać wam tylko, że nowy rozdział dodam jutro, bo wczoraj się nie wyrobiłam.
Powód jest jeden. Miałam ognisko rodzinne, a jak przyjechałam oglądałam występ naszych chłopaków na ceremonii zamknięcia olimpiady w Londynie. Kto też oglądał? Moim zdaniem zaśpiewali jak zwykle cudownie. Ogólnie uważam, że Londyn świetnie przygotował wszystko na olimpiadę. Ceremonia otwarcia i zamknięcia to było mistrzostwo świata!!! Jestem pod wrażeniem. Naprawdę żałuję, że nie mogłam tam być, bo to byłoby wspaniałe przeżycie. Aha a co do występu 1D to świetny. Operator kamery trochę mało pokazywał Lou i Liama. Szkoda :( 
Zauważyliście, że Louis nie miał koszulki w paski, ani szelek! Aaa i widzieliście nową fryzurę Zayna? I Niall taki jakiś inny, też te włosy miał jakieś postawione :P Chociaż chłopcy jak zwykle wystrojeni i przystojni. Jacy oni są szczupli!!! Nieźle dobrali im te spodnie i koszule, arrr... Nawet moja mama była pod wrażeniem. Ohhh, ale mnie to wczoraj rozwaliło. Ja tu czekam na ich występ i zaczynają śpiewać, a tata coś do mnie mówi. Chyba po chwili się domyślił, że to już oni występują, bo tak skakałam jak wariatka, że nie dało się nie zauważyć. Ale miałam radochę. Sama nie wiem co się ze mną dzieje! Nagrałam sobie ich występ i teraz będę odtwarzać na okrągło :P
A jeśli ktoś nie oglądał dodaję kilka fotek chłopaków z ich występu :) Pozdrawiam i zapraszam jutro :)












sobota, 11 sierpnia 2012

Rozdział dziesiąty

Niespodzianka!!! Dodaję ten okrągły, dziesiąty rozdział dzień wcześniej niż zaplanowałam, ale tak mnie ładnie prosiliście, że musiałam to zrobić. Jest co prawda krótki, ale obiecuję, że jutro, albo we wtorek dodam taki, że znudzi wam się czytanie tych moich wypocin...
Zachęcam was też do przysłuchania się w słowa piosenki do tego rozdziału. Jest to cover zaśpiewany przez bardzo utalentowana dziewczynę, ale najważniejsze są słowa tej piosenki, które są przepiękne i mnie osobiście wzruszają, a was?



Śniło mi się, że stoję na skraju przepaści. Miałam na sobie białą, zwiewną sukienkę. Nie mogłam się cofnąć, jedynie zrobić krok do przodu. Wiatr unosił moje złociste włosy. Był coraz silniejszy, a ja coraz słabsza. Bałam się, że mocniejszy podmuch spowoduje, że spadnę. Z moich oczu zaczęły spływać łzy. Fale z coraz większą siłą uderzały o brzeg. Nie były już jasnoniebieskie jak w porze słonecznej. Zmieniły się na ciemnogranatowy kolor. Mewy wzbiły się w powietrze. Nie mogły utrzymać się na kołyszącej się wodzie. Słońce zachodziło w oddali. Dawało czerwonawą poświatę do szarego obrazu rozbudzonych fal morskich. Gdzieś w oddali było widać kilka kołyszących się kutrów rybackich. Miałam coraz mniej siły by dalej tak stać. Uniosłam jedną nogę w powietrze i już miałam skoczyć, gdy ktoś złapał mnie od tyłu i przyciągnął mocno do siebie. Poczułam ulgę. Poczułam się bezpieczna. Chciałam, żeby ta chwila trwała już wiecznie. Chłopak wyszeptał mi do ucha krótkie: ''Jestem z tobą, już nic ci nie grozi''. Nie rozpoznałam jego głosu. Mewy skrzeczały zbyt głośno. Wtuliłam się mocno w chłopaka, który po chwili odszedł. Zaczęłam krzyczeć, żeby tego nie robił, że go potrzebuję, ale on już mnie nie słyszał. Krztusiłam się łzami. Nie wiedziałam co mam zrobić. Odwróciłam się z powrotem w kierunku wody i skoczyłam, a po chwili poczułam silne uderzenie, ale nie poczułam bólu. Zobaczyłam światło i jego, który wyciągał dłoń w moją stronę. Poszłam w jego kierunku. 

Otworzyłam oczy i gwałtownie się podniosłam. Zobaczyłam Caroline, która siedziała na moim łóżku i głaskała mnie po głowie. Byłam cała zapłakana i spocona.
- Nie mogłam cię dobudzić. Miałaś zły sen. Głośno krzyczałaś i płakałaś- wyjaśniła mi i mocno przytuliła.
- To tylko sen?- odetchnęłam z ulgą.
- A co krzyczałam?- zapytałam ocierając łzy.
- ''Nie odchodź, nie zostawiaj mnie tutaj samej''- zacytowała mnie.
Po chwili milczenia odezwała się:
- Mam spać z tobą?
Skinęłam głową co oznaczało, żeby weszła pod kołdrę. Miałam łóżko dwuosobowe, ponieważ lubiłam mieć dużo miejsca, ale teraz potrzebowałam, żeby ktoś leżał tam ze mną.

Po chwili moja przyjaciółka spała już smacznie, ale ja dalej nie umiałam. Cały czas zastanawiałam się nad moim snem. Zmęczona myśleniem w końcu też zasnęłam.
 

Obudziły mnie odgłosy talerzy i sztućców dochodzące z kuchni. Sturlałam się z łóżka i poszłam w tamtym kierunku.
- Hej mała, jak tam, wyspałaś się?- zapytała przyjaciółka, która rozładowywała właśnie czyste naczynia ze zmywarki.
- Nie bardzo- odpowiedziałam i spojrzałam na patelnie, na której piekła się właśnie żółta jajeczniczka.

Uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy. Uwielbiam jajka. Mogę je jeść pod każdą postacią.
Na twardo, na miękko, faszerowane, sadzone, w sosie, czy bez sosu. Kocham jajka. I to jest rzecz pewna. Choć podobno w życiu jedyną pewną rzeczą jest śmierć. I znów przypomniałam sobie mój sen. Próbowałam go rozszyfrować, ale nijak go nie rozumiałam.

- To ty dokończ robić śniadanie, a ja idę się ubrać, bo dzisiaj odbieram wyniki egzaminu- powiedziałam po chwili do przyjaciółki i powędrowałam po odpowiednie ubrania do mojego pokoju.
Dzisiaj nie musiałam wyglądać już jakoś specjalnie elegancko, bo to nie był egzamin. Weszłam do mojej garderoby i wybrałam z niej to:



















Z wszystkimi rzeczami skierowałam się do łazienki, gdzie wzięłam krótki, orzeźwiający prysznic, odprawiłam poranną toaletę, ubrałam się i pomalowałam delikatnie. Kiedy weszłam do kuchni poczułam zapach jajecznicy, którą zjadłam z zapałem. Była pyszna. Karolina ogólnie nie gotuje zbyt dobrze, ale trzeba przyznać, że w robieniu jajecznicy jest mistrzem!
Wyszłyśmy z domu razem. Ona na swoją uczelnię, a ja na swoją. Umówiłysmy się, że spotkamy się w naszej pracy, czyli u wujka w restauracji. Życzyłyśmy sobie powodzenia i pożegnałyśmy się. Wzięłam taksówkę i pojechałam na miejsce. 


Jeszcze raz przepraszam, że taki krótki, ale nie mam za dużo czasu, żeby dalej pisać. 
Chciałabym jeszcze podziękować za wszystkie wasze komentarze i okrągłe 1000 wejść na mojego bloga. Dzisiaj dziesiąty rozdział i tysiąc wejść. Bardzo dziękuję moi kochani. Mam jeszcze prośbę. Zapamiętajcie dobrze ten rozdział, bo kiedyś w moim opowiadaniu jeszcze do niego wrócę. Han :)

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozdział dziewiąty

Obudziłam się dość dobrze wyspana, co jest raczej dziwne, bo nie spałam zbyt długo. Przeciągnęłam się i spojrzałam na siebie. Byłam ubrana we wczorajszą sukienkę, nie miałam na sobie tylko marynarki i butów. W ogóle jak ja się tutaj znalazłam? Pamiętam całą imprezę, a potem rozmowę z Liamem w samochodzie. Ale nie pamiętam nic więcej. Rozejrzałam się po moim pokoju. Na stoliku zauważyłam małą, żółtą karteczkę. Szybko wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam zobaczyć, co się na niej znajduje. Przeczytałam na głos:
Tak słodko spałaś, że nie miałem serca cię obudzić, więc zaniosłem cię do góry. Klucze masz w torebce.  Wczorajszą imprezę uważam za udaną, oby było takich więcej. Do zobaczenia. Liam :)
Po przeczytaniu tych słów uśmiech momentalnie zagościł na mojej twarzy.
Zaniósł mnie? Raczej uniósł. Zaśmiałam się, a do mojego pokoju w piżamie weszła zaspana Caroline.
- Dopiero przyszłaś?- zapytała siadając na moim łożku.
- Nie, też przed chwilą wstałam- odpowiedziałam dołączając do przyjaciółki.
- Wyglądasz zabójczo- powiedziała uśmiechnięta, przyglądając mi się.
- Dzięki- odpowiedziałam skromnie.
- No to opowiadaj!-  powiedziała, a nawet wrzasnęła podekscytowana siadając w wygodnej pozycji słuchacza.
Opowiedziałam jej wszystko. Minuta po minucie, a kiedy coś mi umknęło zaraz się poprawiałam. Moja przyjaciółka słuchała moich opowiadań jakby jakiejś kinowej historii, a kiedy skończyłam ona nic nie mówiła.
- Halo, ziemia do Karoliny!- pomachałam jej przed twarzą i dopiero wtedy zareagowała.
Zadawała mnóstwo pytań, na które szczegółowo odpowiadałam. Obiecałam jej, że na następną imprezę idziemy już wspólnie. Po tych całych rozmowach trochę zgłodniałyśmy, więc przebrałyśmy się i poszłyśmy zjeść pożywne śniadanko.
- Mamy dzisiaj wolne, co robimy?- zapytałam podekscytowana.
- Nie wiem, a masz jakieś propozycje?- odpowiedziała, podając mi kubek z herbatką.
W tym momencie zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu wyświetlił się numer Lou.
- Halo?- powiedziałam do słuchawki.
- Cześć- wrzasnęło kilka głosów na raz.
Tak jak chłopcy włączyłam u siebie tryb głośnomówiący.
- Co robicie?- zapytał Louis.
- Właściwie to nic szczególnego- odpowiedziałam spoglądając na uśmiechniętą przyjaciółkę.
- To mamy dla was propozycję.
- Jaką?- zapytałyśmy w tej samej chwili z Karą po czym obie się zaśmiałyśmy.
- Co byście powiedziały na golfa?- zapytał tym razem Harry.
- A po golfie żarcie!- wrzasnął z pełną buzią Niall (pewnie znów coś jadł).
- Ale my nie za bardzo umiemy grać w golfa- powiedziała Caroline, a ja przytaknęłam.
- Ja też prawie nie umiem- powiedział pocieszająco Lou.
- Nauczymy was!- krzyknęli wszyscy na raz.
- Czemu nie?! Może być fajnie- odparłam po konsultacji z przyjaciółką.
- Z nami jest zawsze fajnie kochanie- poprawił mnie Harry, a wszyscy chłopcy zrobili uuuuu....
- Trzymam cię za słowo. Tylko gdzie i o której?- zapytałam.
- Przyjedziemy po was o 13.00, pasuje wam?
- Pewnie- odpowiedziałyśmy.
- No to okej, cały sprzęt wypożyczymy, więc niczym się nie przejmujcie- dodał Lou.
- Okej, do zobaczenia- rozłączyłam się i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Co się stało?- zapytałam zaniepokojona, a ona szeroko się uśmiechnęła.
- Jedziemy na golfa z One Direction!- wrzasnęła i mocno mnie przytuliła.
- Na to wygląda- zaśmiałam się, a ona włączyła radio, w którym leciał akurat refren piosenki, którą obie dobrze znałyśmy, więc zaczęłyśmy głośno ją śpiewać i tańczyć.
Loreen- Euphoria

Chłopcy przyjechali po nas punktualnie swoim czarnym vanem i wspólnie pojechaliśmy na pole golfowe. Prowadził Harold. W samochodzie zapoznałam Karolę z resztą chłopaków. Było mnóstwo żartów i śmiechu.
Kiedy już dojechaliśmy na miejsce chłopcy wypożyczyli dla nas sprzęt i zaczęli nas ''uczyć''.
Zayn i Niall męczyli się z Caroline, a mną zajęli się Harry, Louis i Liam. Właściwie to Hazza i Daddy grali świetnie, ale Louis był dzisiaj uczniem tak jak ja bo jemu ta gra, tak jak mówił przez telefon, też coś nie wychodziła. Kilka pierwszych odbić minęłam się z piłką, ale podszedł do mnie Hazza i obejmując delikatnie pomógł mi trafić.
- Eeejjj, mam być zazdrosny?!- powiedział do nas oburzony Lou tupiąc nogą jak przedszkolak, na co my się zaśmialiśmy.
- No nie wiem, z tą twoją grą- powiedział Liam, klepiąc przyjaciela po plecach, powstrzymując tak jak my śmiech.
Louis walnął go kijem po tyłku a potem zaczął gonić po całym polu golfowym, chociaż Liam chyba przewidział, że tak to się potoczy, bo szybciej zaczął uciekać.

Po jakiś 10 minutach Liam wrócił cały zdyszany.
- I co gdzie jest Lou?- zapytałam ciekawa.
- Zgubiłem go gdzieś- chłopak się zaśmiał.
- Pomóc ci?- zapytał widząc, że mam problem, a ja przytaknęłam.
- Musisz uderzać bardziej pewnie- powiedział umieszczając piłkę w odpowiednim miejscu i pomagając mi w uderzeniu.
Odbiłam i ... trafiłam do dołka!!!
- Trafiłam!!! - krzyknęłam, przytulając chłopaka, ale po chwili się od niego oddaliłam bo to było dość dziwne.
- No, brawo!- powiedział z uznaniem.
- Dzięki, a w ogóle Liam, dzięki, że mnie wczoraj zaniosłeś do łóżka- powiedziałam po chwili namysłu.
- Byłam już strasznie zmęczona i nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam- dodałam.
- Nie ma sprawy, słodko spałaś- uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłam.
- A skąd wiedziałeś jaki to klucz? Mam ich tam dość dużo, bo to jeszcze z Polski.
- Postanowiłem, że zacznę od tego pierwszego i będę po kolei sprawdzać, ale potem pomyślałem, że z moim szczęściem to będzie ten ostatni i miałem rację- powiedział śmiejąc się, a ja do niego dołączyłam.


Potem odbicia wychodziły mi już znacznie lepiej. Chłopcy chwalili mnie i udzielali rad, śmiejąc się przy okazji z pana marchewki, który dalej nie radził sobie z kijem. Ogólnie cała ta gra w golfa strasznie mi się spodobała. Gdyby nie Niall, który prawie nas zabił prowadząc wózek golfowy! Ale to też miało swój urok. Pewnie zgłodniał i śpieszył się, żeby w kawiarni nie wykupili mu wszystkich pączków.
Po udanej zabawie na polu pojechaliśmy coś zjeść. Wszyscy byliśmy już strasznie głodni, więc szybko złożyliśmy zamówienie. Podczas czekania na nie Caroline pokazała nam kilka zdjęć, które zrobiła:














Wszystkim jej zdjęcia bardzo się spodobały. Umówiliśmy się, że resztę zobaczymy następnym razem bo właśnie kelnerka podała jedzenie. Kiedy wszystko zjedliśmy i wygadaliśmy się za wszystkie czasy wyszliśmy z restauracji. Ściemniało się już, więc chłopcy zaproponowali, że odwiozą nas do domu. Carolina wsiadła z wszystkimi do tyłu vana, a ja zajęłam miejsce pasażera, obok prowadzącego Harolda.
- I jak ci się podobało?- zapytał chłopak.
- Jeszcze pytasz?! Było niesamowicie!- odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
- Widzisz, mówiłem, że z nami zawsze jest fajnie- zerknął na mnie kątem oka.
- Miałeś rację- potwierdziłam, rozglądając się, bo właśnie dojeżdżaliśmy na miejsce.
Pożegnałyśmy się ciepło z chłopcami i skierowałyśmy się w kierunku drzwi wejściowych.

Weszłyśmy do mieszkania i po zamówieniu przeze mnie pierwszej łazienki poszłam wziąć długą, gorąca kąpiel. Umyłam włosy, wysuszyłam je i ubrałam się w moją piżamkę. Potem dokładnie wyszorowałam moje kły i wyszłam z łazienki. Zobaczyłam, że Caroline zasnęła na tapczanie, a na kolanach miała laptopa. Widocznie zgrywała na niego zdjęcia z pola golfowego. Podeszłam do niej i zobaczyłam, że na ekranie wyświetla się moje zdjęcie z Liamem. Akurat to jak pomógł mi odbić. Przykryłam przyjaciółkę kocem, bo nie chciałam jej budzić i wzięłam laptopa ze sobą do pokoju w celu obejrzenia reszty zdjęć.


No dzisiejszy rozdział też dość długi. Kolejny w niedzielę. Zapraszam i zachęcam do komentowania. Han :)






poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Rozdział ósmy

W tym rozdziale pojawi się nowa postać:

Kate- 19 lat














Kate jest znajomą chłopaków z One Direction. Poznała się z nimi w X-Factorze, gdzie zajmowała się ich strojami. Jest bardzo energiczną i sympatyczną dziewczyną. Bardzo nie lubi się z Danielle. Tata Kate nie żyje, a jej mama jest projektantką mody, więc dziewczyna jest bardzo bogata.

 Wyszłam z budynku i zobaczyłam Harrego opartego o maskę czarnego, sportowego samochodu. Pomachał do mnie, a ja powtórzyłam to samo i poszłam w jego kierunku.
- Cześć- powiedziałam uśmiechając się szeroko i całując go w policzek.
- Witaj- odpowiedział zadowolony obracając mnie dookoła osi.
- No, no, no. Wyglądasz cudnie- powiedział uśmiechnięty.
- Dzięki. Niezła fura- przerwałam jego spojrzenie.
- To co, jedziemy?- zapytał otwierając mi drzwi samochodu.
- Pewnie, ale z ciebie dżentelmen- uśmiechnęłam się i ochoczo wsiadłam do środka.
 Harold też wygodnie usadowił się na swoim miejscu i odpalił silnik.
- Tylko jedź ostrożnie- powiedziałam spoglądając na niego poważnie.
- Nie martw się. Ze mną bezpiecznie i szybko dotrzesz do celu- zaczął się śmiać.
- I jeszcze w cudownym towarzystwie Harrego Stylesa- zaczęłam wachlować sobie ręką udając napaloną fankę. One pewnie chciałyby z tobą jechać nawet 200 na godzinę.
- A ty nie?- zapytał robiąc minę smutnego psiaka.
- Tak jak teraz jest dobrze.

Chłopak zaśmiał się i włączył radio, w którym leciała akurat piosenka:
Gym Class Heroes: Stereo Hearts ft. Adam Levine

Po króciutkiej chwili oboje zaczęliśmy głośno śpiewać. Ja chwyciłam butelkę z wodą leżącą na wycieraczce, która zastąpiła mi mikrofon, a Harry śpiewał patrząc na jezdnię i czasem spoglądając na mnie z uśmiechem. Czasem mi się zafałszowało, ale jemu to nie przeszkadzało. Otworzył okna a wiatr mocno rozwiewał moje włosy. Rapował w zwrotce a refren śpiewaliśmy razem. Świetnie się bawiłam. Kolejne piosenki też zleciały nam na śpiewaniu i gadaniu. Nawet nie zauważyłam, kiedy samochód zatrzymał się przed wielkim domem z ogrodem i basenem.
- Jesteśmy- powiedział chłopak i obydwoje wysiedliśmy.
- Łałł- powiedziałam rozglądając się dookoła.






 



















- Robi wrażenie co?
- I to jakie- ledwo wydusiłam te słowa.

Weszliśmy do domu, w którym było pełno ludzi. Impreza na maxa!!! Harry wziął mnie za rękę i przebijał się przez ten tłum, który szedł w różnych kierunkach uniemożliwiając swobodne chodzenie. Szłam za nim i mocno go trzymałam. Nagle chłopak zatrzymał się i wskazał mi wysoką dziewczynę z brązowymi włosami, która uśmiechała się do nas serdecznie.
- Poznajcie się. To jest nasza znajoma jeszcze z czasów X-Factora, Kate- powiedział loczek.
- A to jest Hannah, moja....- chłopak zawiesił się, więc postanowiłam mu pomóc.
- Osoba towarzysząca na dziś wieczór- posłałam dziewczynie uśmiech, a ona go odwzajemniła.
- Ta osoba towarzysząca jest dzisiaj świetnie ubrana. Musisz potem powiedzieć mi gdzie kupiłaś to wdzianko- powiedziała prześwietlając wzrokiem mój strój.
- Nie ma sprawy i dzięk...- usłyszeliśmy odgłos stłuczenia czegoś, a Kate spoglądając za siebie zrobiła dziwną minę.
- Niestety muszę już iść interweniować. Potem pogadamy- posłała mi oczko i leciała ratować swoje mieszkanie.
My z Hazzą poszliśmy do salonu, gdzie chciał poznać mnie z resztą chłopaków z zespołu. Podeszliśmy do kanapy, na której siedzieli chłopcy.
- Cześć Han- niemal wrzasnął z radości Lou wstając i przytulając mnie. W jednej ręce trzymał marchewkę.
- Chcesz?- zapytał podejrzliwie.
- Nie dzięki, będzie więcej dla ciebie- odpowiedziałam sprytnie, a on przyznał mi rację.
Harry przyglądał się całej  sytuacji, a po jego minie widać było, że nie wie o co chodzi.
- Co tu jest grane?- zapytał w końcu.
- Skąd wy się znacie?- dodał po chwili.
- Długa historia, potem ci opowiem- odparł Lou i posłał loczkowi serdeczne spojrzenie.
Nie wytłumaczył mu o co chodzi, bo właśnie nadchodziła El z napojem, a pewnie jeszcze nie dał jej prezentu i nie chciał, żeby niespodzianka się wydała. Lou przedstawił nas sobie. Bardzo ją polubiłam. Poznałam się też w końcu z chłopakami!!! I tak jak podejrzewałam byli niesamowici! Każdy z nich na swój sposób... Siedzieliśmy razem i gadaliśmy.
- A gdzie w ogóle jest ten Liam?- zapytał Niall wcinając kanapkę.
- Dan bolała głowa i poszli po jakieś tabletki do kuchni, ale powinni już wrócić- odpowiedział Zayn.
To może pójdziemy ich poszukać a przy okazji pokaże ci dom?- zaproponował Louis a ja się zgodziłam.
Lou oprowadził mnie po całym domu, przedstawił jeszcze kilku znajomym. Rozglądaliśmy się za Liamem i Danielle, ale ich nigdzie nie było. Wstąpiliśmy do kuchni, ale też nic. Przy okazji Lou porwał z koszyka na warzywa kilka marchewek. Po bezowocnych poszukiwaniach postanowiliśmy wrócić do reszty.
Impreza przeniosła się nad basen, gdzie DJ rozkręcał zabawę szybkimi, tanecznymi utworami. Dołączyła do nas też Kate.

Oczami Louisa

Wszyscy przenieśli się nad basen, gdzie mogli sobie potańczyć, a ja na chwilkę niezauważony wymknąłem się do kuchni uzupełnić marchewkowe zapasy.  Nagle podszedł do mnie Liam.
- Liam gdzieś ty się podziewał tak długo?- zapytałem oburzony.
- Musiałem odwieźć Dan do domu, bo źle się czuła, a wypiła drinka i nie mogła prowadzić.
- Ważne, że już jesteś- powiedziałem kierując się z przyjacielem w stronę ogródka.
- Coś mnie ominęło?- zapytał Liam uśmiechnięty.
- Harry przyszedł z Han- zaśmiałem się szyderczo.
- Wszędzie cię szukaliśmy we dwójkę, ale nie umieliśmy znaleźć- dodałem po chwili klepiąc go po plecach.
- Jest Han?!- zapytał uradowany i razem dołączyliśmy do reszty paczki.

Oczami Hannah

Siedzieliśmy sobie przy basenie i w końcu zobaczyliśmy Liama, który szedł z panem marchewką. Chłopak wytłumaczył nam dlaczego się spóźnił i z wszystkimi serdecznie się przywitał.
Louis opowiadał kawały i żartował, czym doprowadzał nas do śmiechu. Ja się aż rozpłakałam ze śmiechu, Kate chyba też. Nagle Niall zaproponował, że pójdzie po coś do jedzenia, a Zayn i Harry poszli mu pomóc. Po chwili zawołali jeszcze do pomocy Kate, bo pewnie nie wiedzieli gdzie co jest w kuchni.
Zaczęła lecieć jakaś szybka piosenka i Lou porwał do tańca Eleonor. O dziwo zostawił na stole swoje marchewki!!! Musi ją mocno kochać. Dla byle kogo by ich nie porzucił. Ja zostałam sama z Daddym. Gadaliśmy i śmialiśmy się razem z tego, co wyczynia Louis na parkiecie. Biedna El nie umiała go opanować.
- To może my też zatańczymy?- zapytał Liam wstając i wyciągając dłoń w moją stronę.
- Czemu nie- powiedziałam, a chłopak podniósł mnie z ziemi.
- Mam nadzieję, że Dan nauczyła cię tańczyć- uśmiechnęłam się do niego.
- Tańczę jak zawodowiec. Zaraz się przekonasz- powiedział i obydwoje się zaśmialiśmy.

Akurat zaczęła lecieć jakaś wolniejsza piosenka, ale nie mogłam się już wycofać. To chyba była:
He Is We- All About Us

Oplotłam moje ręce wokół jego szyi, a on chwycił mnie za biodra i zaczęliśmy tańczyć. Faktycznie był wspaniałym tancerzem. Obracał mną wokół mojej osi, a potem delikatnie przyciągał do siebie, cały czas się uśmiechając. Zaczęła się kolejna wolna piosenka. Czemu, kiedy zawsze wychodzę na parkiet puszczają wolne kawałki? Wtuliłam się w Liama i oparłam swoją głowę na jego ramieniu, a on oparł o nią brodę.
Na szczęście chłopak był ode mnie odrobinę wyższy. Znów poczułam jego perfumy. Nie wiem sama czemu mi się tak podobają. Byłam już jakoś zmęczona i prawie zasnęłam w tańcu, ale on chyba to zauważył i zaproponował, żebyśmy wrócili do przyjaciół. Akurat przyszli Niall, Zayn, Harry i Kate z przekąskami, więc zabraliśmy się za jedzenie. Spojrzałam na zegarek. Była już czwarta w nocy. Nawet nie wiem kiedy ten czas tak zleciał. Louis i Eleonor pożegnali się z nami i pojechali do domu. Ja też byłam już wykończona, więc zapytałam Harrego czy mnie odwiezie.
- Ale ze mnie idiota!- odpowiedział a ja zrobiłam dziwną minę.
- Chodzi o to, że się napiłem- wytłumaczył mi.
- Przepraszam cię- dodał zaraz z poczuciem winy.
- Nie ma sprawy, widać, że dużo wypiłeś, nie możesz jechać. Nie martw się wezwę sobie taksówkę.
- Ja cię mogę zawieźć, ja nie piłem- zaproponował Liam.
Zgodziłam się, bo już prawie zasypiałam na stojąco. Pożegnałam się z Kate i umówiłyśmy się na wspólne zakupy w centrum handlowym. Każdemu z chłopaków dałam buziaka w policzek i wymieniliśmy się numerami. Wyszłam z Liamem z ogromnego domu i wsiadłam do jego samochodu. Też był czarny i sportowy, równie ładny jak samochód Hazzy. Chłopak wsadził kluczyki do stacyjki, odpalił auto i ruszyliśmy spod domu Kate. Jechaliśmy w ciszy. Po chwili się odezwałam:
- Liam, a dlaczego ty właściwie nie pijesz?
- Oszczędzam się, bo jedna z moich nerek nie pracuje- uśmiechnął się do mnie delikatnie.
- Ojjj... przykro mi- powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Przepraszam cię, że wyciągnęłam cię tak z tej imprezy.
- Nie ma sprawy. Dan już nie ma, a na imprezie i tak większość osób jest już pijanych. Jestem zaszczycony móc być chociaż jeden wieczór twoim szoferem-powiedział.
Zaśmialiśmy się. Liam zaczął nucić piosenkę More Than This i cicho ją podśpiewywać.
Moje powieki odmawiały mi posłuszeństwa i powoli się zamykały. Usłyszałam tylko kilka ostatnich słów wyśpiewanych przez Daddiego:

When he opens his arms and hold you close tonight
It just won't feel right
Cause I can love you more than this


Tym razem rozdział długi. Myślę, że przypadnie wam do gustu. Dziękuję, że pod rozdziałami znajduje się coraz więcej miłych komentarzy. To mnie bardzo mobilizuje. Aha i dużo osób pisze na dole z kim chcieliby, żeby była główna bohaterka. Nie ma szans, nie powiem wam, musicie cierpliwie czekać, czytać i komentować :** Powiem wam tylko, że ja wiem z kim będzie. Wiedziałam to od początku, kiedy zaczęłam pisać to opowiadanie. Chcę was tylko poinformować, że w moim opowiadaniu jeszcze wiele ciekawych rzeczy się wydarzy i pojawią się też nowi bohaterowie, nie zawsze pozytywni :)
Czytajcie i zostawiajcie komentarze... Oby jak najmilsze.
Han :**






piątek, 3 sierpnia 2012

Rozdział siódmy

    
Gotye- Somebody That I Used To Know (feat. Kimbra)


Obudził mnie dzwonek przychodzącego esemesa. Nie otwierając zaspanych jeszcze oczu sięgnęłam ręką na stolik nocny, gdzie leżała moja komórka. Teraz niestety musiałam je otworzyć, ponieważ nie odczytam wiadomości z zamkniętymi oczami. A szkoda. Wcale nie chciałam jej czytać. Pomyślałam, że to na pewno kolejny błagalny esemes od Filipa. Niechętnie przetarłam powieki i zobaczyłam wyświetlający się napis: nieznany numer. Kliknęłam przycisk odbierz i na wyświetlaczu ukazał się taki oto tekst:
- I jak tam śliczna, śpisz jeszcze? Mam nadzieję, że już nie płaczesz. Podobno Liam zapomniał u ciebie bluzy, więc dzisiaj będziesz miała okazję mu ją oddać. Harry :**- odczytałam pospiesznie słowa wiadomości i trochę się zdziwiłam.
- Już nie śpię... :D i nie rozumiem...- wysłałam odpowiedź zapisując numer Harrego do listy kontaktów.
- Macie dzisiaj wolny wieczór z Caroline?- odpisał w bardzo krótkim czasie.
Zawołałam Karolinę, by zapytać ją o to, ale niestety powiedziała, że nie może, bo wieczorem ma jakąś ważną sesję nie do odwołania. Chciałam odpisać Haroldowi, że niestety nie mamy wolnego wieczoru, ale ona przekonała mnie żebym z nim poszła, a potem opowiem jej wszystko co się wydarzyło podczas imprezy dokładnie, ze szczegółami Widziałam w jej oczach żal, że nie może iść tam ze mną, ale chciała ''wygonić'' mnie do ludzi, po tym jak dowiedziała się co zrobił mi Filip.
- Caroline niestety nie może ale ja chętnie gdzieś wyskoczę ;) - napisałam po chwili zastanowienia.
- To co powiesz na imprezę?- odpowiedział loczek.
- Super. Tylko gdzie i kiedy? :)
- Liam powiedział mi gdzie mieszkasz, więc przyjadę po ciebie o 20, zgoda? <3
- Będę gotowa :)- napisałam i zablokowałam klawiaturę.

Siedziałyśmy z przyjaciółką cicho na moim łóżku, ale po chwili silne emocje dały za wygraną i zaczęłyśmy skakać z radości. Po chwili opadłam jednak na moją wielką poduszkę ze smutkiem.
- Co się stało?- zapytała zdezorientowana Karola.
- Nie mam się w co ubrać- odpowiedziałam ze smutkiem, ale przyjaciółka miała gotową już odpowiedź.
- No to na co jeszcze czekamy?! Na zakupy!!- wrzasnęła waląc mnie poduszką i klepiąc po tyłku, a ja uciekłam przed nią do łazienki, gdzie odprawiłam poranna toaletę, pomalowałam się i spięłam włosy w koński ogon. Kiedy zjadłyśmy zrobione przeze mnie kanapki wyszłyśmy z mieszkania w poszukiwaniu super wdzianka na wieczór. Nie było to jednak takie proste. Obeszłyśmy już chyba ze sto sklepów, przymierzyłam już mnóstwo ubrań, a tu ciągle nic... W końcu przechodząc obok jednej ze sklepowych wystaw zobaczyłam zestaw, w którym od razu się zakochałam:

 

Pasował jak ulał, więc kupiłam go i wraz z Caroline spacerkiem, zadowolone wróciłyśmy do naszego domu. Cieszyłam się, że gdzieś wychodzę. Teraz właśnie tego potrzebowałam. Około godziny 18.00 pożegnałam się z przyjaciółką, która musiała iść już na sesję i poszłam wziąć gorącą kąpiel. Umyłam włosy, wysuszyłam je i starannie pokręciłam. Potem się pomalowałam. Tym razem oprócz tradycyjnego makijażu nałożyłam jeszcze miętowy cień do powiek i zrobiłam cieniutką, prawie niewidoczną kreskę eyelinerem. Następnie pomalowałam paznokcie na brzoskwiniowy odcień, taki jak moja marynarka. Co prawda trochę powyjeżdżałam, ale myślę, że nikt nie zauważy. Nienawidzę malować paznokci! A tym bardziej czekać aż wyschną... Macie to samo?! No, ale cóż. Trzeba jakoś wyglądać na imprezie z One Direction i ich znajomymi. Mam nadzieję, że reszta chłopaków z zespołu też mnie polubi. Trochę się denerwowałam. Oprócz tego, że jedziemy na imprezę nie wiedziałam nic. Ale ufałam Harremu. Może to głupie bo znałam go dopiero od dwóch dni, ale obydwoje z Liamem mieli w sobie coś takiego, że nie można byłoby im nie ufać. No właśnie. Prawie bym zapomniała... Bluza Liama! Pobiegłam po nią szybko do sypialni, skąd porwałam jeszcze moją czarną kopertówkę wsadzając do niej pośpiesznie jeszcze kilka ważnych przedmiotów, tym razem nie zapominając o chusteczkach (na wszelki wypadek) i byłam już gotowa.

Stanęłam w przedpokoju przed lustrem i spojrzałam na swoje odbicie. Nie widziałam tam już całej zapłakanej, szlochającej dziewczyny, która pozwala sobie, żeby chłopak ją zdradzał.
Stała tam nowa, o wiele silniejsza, uśmiechnięta dziewczyna, która chce zacząć nowe, normalne życie z dala od ludzi, którzy sprawiają jej jakiekolwiek przykrości. Przytuliłam się do bluzy Liama, żeby jeszcze raz poczuć zapach jego perfum i zamknęłam oczy. Po chwili usłyszałam podwójne trąbnięcie samochodu dochodzące spod budynku.
- To pewnie Harry- powiedziałam cicho zamykając drzwi na klucz i schodząc na dół.



 Na koniec chciałabym podziękować wam moi drodzy za coraz większą liczbę komentarzy... Cieszę się, że z rozdziału na rozdział jest ich więcej i mam nadzieję, że dalej będziecie podbijać poprzeczkę. Szczególnie chciałabym podziękować Kamilocie, której blog czytam regularnie i stało się to moim codziennym ''rytuałem''. Na prawdę go polecam i dziękuję autorce za to, że pod każdym moim rozdziałem zostawi miły komentarz. Mam gorącą nadzieję, że będzie to robić dalej :P Chciałabym żebyście wszyscy tak robili w miarę możliwości. Przypomniałam sobie przed chwilą, że jeszcze niedawno czytałam tylko czyjeś opowiadania i myślałam co ja bym w nich zmieniła, jak ja bym to napisała.
Teraz mam swoje miejsce, z którego jestem bardzo dumna, gdzie piszę swoją historię tak jak ja chcę i cieszę się, że moje słowa powodują, że na waszych twarzach pojawiają się uśmiechy!!! 


Aha i przepraszam, że taki krótki, ale jestem już wykończona. Spałyśmy dzisiaj u koleżanki w namiocie, no właśnie ''spałyśmy'' bo tak naprawdę nie zmrużyłam w nocy oka ani na minutkę. Wiecie jak to jest ploty, filmy, opowieści i tym podobne. Ale obiecuję, że następny będzie dłuższy. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, bo dodaję rozdziały dość często. 
Pozdrawiam i dobranoc. Han ;**

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział szósty

Witam kochani!!!
Na początek chciałabym podziękować wam wszystkim za miłe słowa w komentarzach. To na pewno każdej autorce dodaje odwagi i tak też jest ze mną. Cieszę się, że ktoś tu w ogóle zagląda i czyta to co napiszę. Mam nadzieję, że komentarzy pod rozdziałami będzie z biegiem czasu coraz więcej. A teraz mała niespodzianka. Rozdział miał być dzisiaj albo w piątek i dodaje go dzisiaj. Jutro z koleżankami jadę pod namioty, więc trochę mi się mózg przewietrzy i mam gorącą nadzieję, że wrócę z nowymi świetnymi pomysłami. Mam ich już kilka, ale to na następne rozdziały. Więc kiedy w piątek wrócę mam nadzieję, że dodam kolejny, czyli już siódmy rozdział. Siódemka to moja szczęśliwa cyfra, więc może przygotuję coś specjalnego? Jesteście ciekawi? Poczekamy, zobaczymy... Komentujcie czy wam się podoba ;**
Wasza Han.


Kelly Clarkson- Breakaway


Poszłam w kierunku mojego domu. Bardzo dobrze mi się szło. Wiaterek delikatnie unosił niektóre, wystające z klamry końcówki moich włosów. Słońce przebijało się przez korony wysokich dębów, które rosły przy parkowej ścieżce i oświetlało moją leciutko uśmiechniętą twarz. Już nie płakałam. Myślałam, teraz bardzo dużo myślałam. Na szczęście jestem osobą, która zazwyczaj zanim coś zrobi, albo powie pomyśli dwa razy. Myślenie miałam już wyćwiczone, więc nie było mowy o przegrzaniu mózgu. Chociaż właściwie zdarzały mi się momenty, w których się nie kontrolowałam. Palnęłam coś, albo zrobiłam i potem było mi głupio. Zawsze od głupich pomysłów odciągał mnie mój chłopak. Znów o nim myślę. Wszystko to jest jeszcze takie świeże. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżywałam. Filip był moją pierwszą, prawdziwą miłością i tego jestem pewna. Był, bo już nie jest. Chyba. Nie wiem, czy po tym wszystkim umiałabym spojrzeć mu w oczy. Niejednokrotnie wyobrażałam sobie teraz, że pada przede mną na kolana i błaga o wybaczenie, a ja robię wszystko, żeby się tylko na nim zemścić. No właśnie ''wyobrażam sobie''. Nie umiałabym się na nim zemścić. Nie jestem taka. Nigdy nie zapomnę tego wszystkiego co przeszliśmy razem. W końcu byliśmy parą dość długo. Cieszę się, że poznałam chłopaków. Są naprawdę kochani. Pewnie gdyby do mnie nie podeszli dalej bym tam siedziała i użalała się nad sobą. A właściwie to dlaczego ja przez niego płakałam? Czemu zawsze zdradzona osoba rozpacza?! Czy nie powinno być tak, że to ta osoba, która zdradziła powinna płakać i przemyśleć swoje zachowanie? Bo dlaczego my musimy cierpieć przez zachowanie innych. Dzięki Liamowi i Harremu zrozumiałam, że to ja kieruję swoim życiem tak jak ''ja chcę''.
Nie pozwolę się więcej skrzywdzić. Może i nie zapomnę chwil spędzonych z Filipem, ale mogę zapomnieć o nim. Podejmę ryzyko, chwycę szansę, zmienię coś i oderwę się.

Nawet nie spostrzegłam, a już prawie dochodziłam do domu. Przeszłam przez ulicę i stanęłam pod moim balkonem krytycznie przyglądając się roślinkom, których dawno nie podlewałam. A tak na marginesie wiecie, że kaktusy też trzeba podlewać? Ja nie podlewałam, bo myślałam, że skoro kaktusy rosną na pustyni to woda nie jest im potrzebna. Niestety kaktusy też trzeba podlewać. Moje miały właścicielkę, która o tym nie wiedziała i skończyły nie za dobrze. Tak samo jak kaktusy potrzebują wody, tak związek miłości. Może ja dawałam Filipowi jej za mało? Rozglądałam się jeszcze chwilę po tym balkonie.
- Muszę podlać Georga- uznałam.
- Kto to George?!- zapytał nagle jakiś głos za moimi plecami dotykając mnie w ramię.
Chwyciłam tę osobę mocno za nadgarstek i przekręciłam go odwracając się do tyłu. To był Liam.
- Ałłł- wrzasnął przestraszony a ja natychmiast go puściłam.
- O matko Liam! Co tu tu robisz?!- niemal wrzasnęłam zdziwiona.
Chłopak zaczął się śmiać widząc moją minę.
- Nie pożegnałaś się ze mną- odpowiedział słodko, potrząsając ręką.
- Przepraszam, boli cię?- zapytałam smutna.
- Nie już nie, ale skąd ty znasz coś takiego?- zapytał ciekawy.
- Mój kuzyn mnie tego nauczył. Dla samoobrony. I na osiemnaste urodziny kupił gaz pieprzowy, tyle że on nie mieści mi się w torebce- wytłumaczyłam się szybo,a  Liam słuchał mnie trochę z przerażeniem, a trochę z fascynacją.
- On bardzo dba o bezpieczeństwo- wyjaśniłam i oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Najpierw chciałaś mnie zabić butem, a teraz to. Ciekawe czym jeszcze mnie zaskoczysz- powiedział uśmiechnięty.
- Przepraszam, dzisiaj nic mi nie wychodzi- wyjaśniłam wzdychając.
- Nie ważne. Tyle tutaj szedłeś tylko dlatego, żeby się ze mną pożegnać?- zapytałam ciekawa.
- Tak i żeby oddać ci twój długopis- powiedział wyciągając go z kieszeni.
- Aaaa... To ma sens- wyraziłam uznanie uśmiechnięta.
- A gdzie w ogóle  podziałeś Harrego?- zapytałam po krótkiej chwili zastanowienia.
- Karmi gołębie w parku, z tym starszym panem- powiedział i posłał mi uśmiech.
- Słodko- stwierdziłam, a on przyznał mi rację.
- To jak mogę odzyskać mój długopis?- zapytałam ciekawa, unosząc jedną z brwi.
- Może spacer?- zaproponował a ja się zgodziłam.

Poszliśmy w kierunku, który wskazał Liam. Jeszcze nigdy tamtędy nie szłam. Pokazywał mi różne miejsca, w których bywa z Dan albo z chłopakami. W pewnym momencie zrobiło mi się zimno, ponieważ był już wieczór. Liam zdjął bluzę i kazał mi ją włożyć. Trochę się wahałam, ale po chwili mu uległam. I znowu poczułam te perfumy. Przecudne!!! Po godzinie chłopak odprowadził mnie do domu. Stanęliśmy pod moim balkonem i po jakiś dwóch minutach zaczęłam mówić:
- Teraz oddasz mi mój długopis?- zapytałam.
- Pewnie- odpowiedział uśmiechnięty przekazując mi fioletowy długopis.

W tym momencie u góry rozległ się głośny pisk. Po chwili z drzwi wejściowych do budynku, w którym mieszkałyśmy wystrzeliła jak z procy Caroline z workiem na śmieci.
- Ja właśnie wyrzucałam śmieci, worek był już pełen- wytłumaczyła, a ja z Daddym spojrzeliśmy na worek, który był prawie pusty i zaczęliśmy się śmiać.
- Prawie pełen- poprawiła się wyrzucając worek do kontenera i podchodząc do nas.
Przedstawiłam Liamowi Caroline i odwrotnie i chwilę jeszcze gadaliśmy. Chyba się polubili. Fajnie...
Po chwili telefon Liama znów zaczął dzwonić. Spojrzał na ekran i uśmiechnął się.
- Danielle?- zapytałam a bardziej stwierdziłam.
- Tak- odpowiedział.
- To odbierz, na pewno się martwi- powiedziałam przytulając chłopaka na pożegnanie.
Karolina zrobiła to samo. Liam pomachał do nas i odszedł. Po chwili zniknął z naszego punktu widzenia.
- Zapomniałam oddać mu bluzę!- wrzasnęłam po kilku minutach do przyjaciółki.
- To dobrze. Przynajmniej masz gwarancję, że się jeszcze spotkacie- powiedziała uśmiechnięta ciągnąc mnie za rękę do budynku. W mieszkaniu opowiedziałam jej o wszystkim co wydarzyło się jeszcze tego dnia. Pocieszała mnie i doradzała. Cieszę się, że ją mam. No i chłopaków. 









wtorek, 31 lipca 2012

Rozdział piąty


Jason Mraz- I Won't Give Up


Podeszło do mnie dwóch chłopaków. Wydawało mi się, że znam ich z wyglądu, ale nie byłam tego taka pewna. Pośpiesznie otarłam łzy, których nie umiałam zatamować.


 - Czy ten but, który przed chwilą o mało co nie odebrał mi życia należy do ciebie?- powiedział lekko się uśmiechając i unosząc do góry jedną z brwi brązowooki trzymając w ręce mojego buta.
- Tak przepraszam cię- powiedziałam z poczuciem winy odbierając buta.
- Nie ma spawy. Mam na imię Liam- chłopak podał mi rękę, uśmiechnął się i usiadł obok mnie.
- Hannah- odwzajemniłam uścisk.
- A ja jestem Harry- powiedział drugi z nich zajmując wygodne miejsce na trawie naprzeciwko mnie.
- Mogę mówić na ciebie czasem Han?- zapytał po chwili.
- Pewnie, a ja na ciebie Hazza?- lekko się uśmiechnęłam.
- Czyli jednak nas poznałaś!- wydarł się głośno szczęśliwy, ale po chwili się opanował.
- Będę zaszczycony. A na Liama możesz mówić też Daddy. On to lubi- powiedział a Liam przytaknął uśmiechnięty.

Przez kilka sekund wszyscy milczeliśmy. Było to nawet przyjemne, ponieważ milczenie w takim towarzystwie wcale nie jest takie złe. W końcu trochę się wahając odezwał się Daddy.
- Powiesz nam co się stało?- zapytał troskliwie.
- Dlaczego taka ładna dziewczyna siedzi sama w parku i płacze?- dodał po chwili a ja leciutko się zarumieniłam.
- No i rzuca butami na 10-centymetrowym obcasie- dodał szybko Hazza.
- Na 5-centymetrowym- poprawiłam go po czym wszyscy się zaśmialiśmy.
- To co powiesz nam?- powtórzył pytanie Liama Harry.

Chwilę się zawahałam. Nie wiedziałam czy mogę im zaufać. Przed chwilą mój chłopak, a właściwie były chłopak, któremu tak ufałam wbił mi nóż w serce. Dobrze przynajmniej, że jego telefon odebrała ''Dominiczka'', bo drań dalej by mnie oszukiwał. Przypomniałam sobie, że muszę odpowiedzieć na pytanie. Ale czy muszę? Przecież dopiero przed chwilą poznałam chłopaków. Choć z drugiej strony muszę komuś się wygadać.
Moje serce biło jak szalone, a Liam i Harry cierpliwie czekali na odpowiedź przyglądając mi się troskliwie.
- Dzisiaj miałam w szkole egzamin, który totalnie zawaliłam, więc przyszłam tutaj i chciałam pogadać z moim chłopakiem Filipem- zaczęłam niepewnie.
-  Wybrałam jego numer i odebrała jego nowa dziewczyna. Dowiedziałam się, że zdradzał mnie z nią jeszcze kiedy byłam w Polsce. Przez cały ten czas mnie oszukiwał. Spotykał się z nią, ze mną i nie wiem z kim jeszcze w tym samym czasie. Miał przyjechać tutaj za dwa miesiące kiedy pozałatwia swoje sprawy.- powiedziałam a  łza spłynęła po moim policzku.
- Dupek!!! -wrzasnął głośno loczek, ale od razu ściszył ton, żeby nie spłoszyć kolejnych gołębi, które przyleciały właśnie na małą przekąskę do swojego wiernego żywiciela.
Podniosłam głowę a oni patrzeli na mnie smutnymi wyrazami twarzy. Lekko się uśmiechnęłam, ale chyba mi to nie wyszło, bo ich miny się nie zmieniły.
Liam otworzył ramiona, żeby mnie przytulić, a ja wtuliłam się w niego. Poczułam delikatny i niezwykle piękny zapach jego perfum.
- Pomoczyłam ci koszulę- powiedziałam odklejając się od niego i uderzając się ręką w czoło.
Robiłam to kilka razy, aż Harry powiedział:
- Przypominasz mi postać Zgredka z ''Harrego Pottera''
- Czym, urodą?- zapytałam uśmiechając się szeroko.
Obaj chłopcy się zaśmiali.
- Nie przestań. Jesteś bardzo ładna- posłał mi uśmiech.
Po prostu on też tak cały czas przepraszał i uderzał się w głowę, kiedy zrobił coś głupiego- dodał po chwili pokazując swoje białe ząbki.
Zaśmiałam się, zresztą Liam też.
- Wreszcie się śmiejesz- powiedział Daddy kładąc rekę na moim kolanie.

Długo jeszcze rozmawialiśmy. Ja opowiadałam im o swojej rodzinie, znajomych, kraju, moich studiach i wielu innych sprawach. Byli zachwyceni, kiedy dowiedzieli się, że studiuję prawo. Nauczyłam ich mówić kilka zdań po polsku. Za to oni opowiedzieli mi wszystko co dotyczyło ich życia rodzinnego i oczywiście tego ''życia gwiazd''. Byli w tym tacy naturalni. Mieli do tego duży dystans. Gdybym nie wiedziała nie powiedziałabym, że są jakimiś bardzo sławnymi gwiazdami, za którymi szaleją miliony dziewczyn na świecie. Chociaż nie dziwię się, bo są naprawdę przystojni, zabawni, mili i inteligentni. W ich towarzystwie prawie zapomniałam już o tym co zrobił mi Filip. A może tylko próbowałam? Nie wiem. Wyłączyłam telefon, bo ''on'' dobijał się do mnie, a ja nie miałam ochoty teraz z nim rozmawiać.
 Nie wiem czy w ogóle będę miała ochotę.

Naszą rozmowę przerwał dzwonek telefonu dobiegający z kieszeni Li.
- Przepraszam muszę odebrać, to Danielle- uśmiechnął się i wstał.
Oddalił się troszeczkę i zaczął mówić coś do słuchawki.
- Dan to dziewczyna Liama- wyjaśnił mi Harry, choć ja doskonale o tym wiedziałam.
Spojrzałam na zegarek i była już 20.30.
- Chyba będę musiała już lecieć- wyjaśniłam loczkowi ze smutkiem.
- Już? - zapytał opuszczając głowę.
- Tak, przepraszam, ale jest już dość późno, a w domu czeka na mnie moja przyjaciółka, która nie wie co się ze mną dzieje- wyjaśniłam mu.
- A może dałabyś mi swój numer telefonu?- zapytał.
- Musimy się jeszcze spotkać. Wtedy ty poznasz resztę chłopaków, a my poznamy twoją przyjaciółkę.
- Pewnie, że dam ci mój numer- uśmiechnęłam się.
- Tylko komórka mi padła.
Mogę zapisać ci na ręce długopisem- zaproponowałam, a Harremu pomysł się spodobał.

Ledwo co wyciągnęłam z torebki długopis. Takie są te nowoczesne torebki. Zmieści się tylko telefon, portfel, pomadka i ewentualnie chusteczki, których dzisiaj zapomniałam. Akurat by się przydały.
Starannie napisałam mu mój numer na ręce i wstaliśmy z ziemi.
- No to cześć- powiedziałam uśmiechając się.
- Fajnie widzieć, że się uśmiechasz- powiedział chłopak, a ja pocałowałam go w policzek, co spowodowało, że się zarumienił.
- To może ja zawołam Liama?- zaproponował.
- Nie, nie będę mu przeszkadzać- odpowiedziałam.
- Mam nadzieję, że za niedługo się zobaczymy- powiedział patrząc mi w oczy.
- Tak ja też!- powiedziałam odchodząc powoli i machając mu.



No i jestem z nowym rozdziałem :)
Na razie piszę dalej, bo sprawia mi to dużą frajdę, ale proszę was komentujcie... Wiem, że miał być wczoraj... Przepraszam, ale to z powodu kontuzji, którą doznałam na korcie. Mam nadzieję, że warto było czekać. Zachęcam do puszczania sobie do czytania proponowanych przeze mnie piosenek. To wywołuje silne emocje i lepiej się czyta :) Kolejny rozdział dodam jutro albo w piątek.
Kocham, Hanka ;)




niedziela, 29 lipca 2012

Rozdział czwarty

 W tym rozdziale pojawi się nowa postać:

Filip (Philip)- 20 lat (chłopak Hani)



















Filip to chłopak Hani, a jednocześnie jej przyjaciel. Można by powiedzieć, że ''ideał mężczyzny''. Przystojny, troskliwy, inteligentny i zabawny. Mieszka w Polsce, ale za niedługo zamieszka w Londynie, niedaleko swojej dziewczyny.


Kelly Clarkson- Because of you (polecam do czytania tego rozdziału).

Egzamin trwał zaledwie godzinę, choć powinien trwać dwie. Nie zdążyłam wszystkiego napisać, a właściwie napisałam tylko jakąś połowę. Popychając z całej siły mosiężną klamkę drzwi wyjściowych uczelni wybiegłam na zewnątrz wściekła na siebie, ale też na profesora, który niespodziewanie skrócił czas pisania. Czy tak w ogóle wolno robić? To teraz nieistotne. Teraz musiałam nabrać trochę świeżego powietrza.
Zeszłam ze schodów, zdjęłam buty i pobiegłam do pobliskiego parku. Na jednej z ławek siedział tylko jakiś staruszek karmiący gołębie zgromadzone wokół niego. Usiadłam na trawie i oparłam się o drzewo. Wybrałam numer mojego chłopaka Filipa. Już strasznie się za nim stęskniłam. Postanowiliśmy, że na razie będziemy żyć w związku na odległość, ale codziennie ze sobą rozmawiać przez telefon. W końcu się kochaliśmy. Byliśmy razem już niecałe trzy lata. Miał przyjechać do mnie, do Londynu już za dwa miesiące. Wtedy mieliśmy być ze sobą już ''na zawsze''. Usłyszałam trzy sygnały po czym w słuchawce telefonu usłyszałam dziewczęcy głos.
- Halo?- powiedziała dziewczyna.
- Halo czy mogę rozmawiać z Filipem?- zapytałam zdezorientowana robiąc dziwną minę.
- Przepraszam, ale Filip się kąpie i nie wziął do łazienki telefonu.
- Kąpie się? A mogę wiedzieć z kim rozmawiam? - zapytałam czując, że zaraz usłyszę coś strasznego.
- Z Dominiką, dziewczyną Filipa- odpowiedziała radosna.
A ja z kim rozmawi...- nie zdążyła dokończyć bo jakiś znany mi bardzo dobrze głos zapytał ją:
- Kto dzwoni kochanie?- usłyszałam, że ją całuje, a dziewczyna przekazuje mu telefon.
Przysłuchiwałam się wszystkiemu nie wierząc, że to może być prawda. Łzy zaczęły napływać mi do oczu i po chwili jedna po drugiej zaczęły spływać po moich rozpalonych policzkach.
- Kto mówi? - usłyszałam przypominając sobie, że parę dni temu zmieniłam numer telefonu.
- Hania- powiedziałam skruszonym głosem i oddaliłam telefon od ucha.
Rozłączając się słyszałam jakieś krzyki. Bydlak wrzeszczał żebym się nie rozłączała.
- Wyjaśnię ci- to było ostatnie co zdążyłam usłyszeć.
Tak- Dominika. Ta słynna Dominika. Jego najlepsza ''przyjaciółka''. Przypomniałam sobie jej głos. Przypomniałam chwile, które spędzali razem jako ''przyjaciele''. Pamiętam, że byłam trochę zazdrosna o tych mnóstwo chwil, które z nią spędzał, ale ufałam mu bezgranicznie. Jak mogłam być taka głupia? Tłumaczył mi te niezręczne sytuacje z Dominiką w roli głównej, kiedy wchodziłam do jego pokoju. Musiałem ją przytulić bo ona teraz przeżywa trudny okres w swoim życiu- wyjaśniał mi, a ja byłam taka ślepa!! Łzy spływały mi po twarzy niczym woda z wodospadu Niagara, więc przykryłam ją dłońmi. Nie umiałam się uspokoić. Miał do mnie przyjechać. Nie wiem czy nasz związek przetrwałby tutaj, ale mieliśmy chęci, chcieliśmy być razem.

Chciałam z nim porozmawiać, chciałam się wyżalić z powodu egzaminu. Zawsze mu wszystko mówiłam. Może to nie było dobre posunięcie. Znał mnie jak nikt inny, a ja jego. Wszystkie moje wady i zalety. Moje dziwactwa i przyzwyczajenia. Wiedział co lubię jeść, pić. Zawsze wiedział jaki prezent ma mi kupić, jak ma przeprosić kiedy nabroi. Wiedział jak ma mnie do czegoś przekonać, albo odwieźć od jakiegoś pomysłu. Nigdy nie narzucał mi czegoś na siłę. Zawsze liczył się z moim zdaniem. Umiał mi pokazać, że jest o mnie zazdrosny. Kiedy się związaliśmy wiedziałam na co się piszę. Już wtedy przyciągał dziewczyny niczym magnes. Ale ja czułam wtedy, że byłam tą jego jedyną. Zawsze pokazywał jak bardzo mu na mnie zależy. Rozumieliśmy się bez słów. Można by powiedzieć ''chłopak idealny''. A jednak rozczarowanie. Dopiero teraz dochodziło do mnie, że Filip zdradzał mnie, kiedy byliśmy jeszcze razem. Nie umiałam opanować silnych emocji i gwałtownego płaczu. Chwyciłam do ręki jednego z moich butów i mocno rzuciłam nim przed siebie.
- Ałłaaa- usłyszałam nagle męski głos.


Witajcie moje myszki :** Od teraz będę od czasu do czasu dodawać piosenki, które możecie sobie słuchać do czytania. Dobieram je nie bez przyczyny. Piszcie czy wam się podobają i proszę komentujcie. W przeciwnym razie będę musiała zawiesić pisanie bloga. Jutro kolejny rozdział ;) Miłego dnia :P

piątek, 20 lipca 2012

Rozdział trzeci

Mieszkamy w Londynie już od miesiąca. Zdążyłyśmy poznać już trochę miasto i sąsiadów. Każda z nas zaczęła naukę na swojej uczelni. Zatrudniłyśmy się z Karoliną, a raczej Caroline ( zaczęłyśmy mówić na siebie też tak, jak tutaj nas nazywają) w restauracji mojego wujka.




























Restauracja ma wielu klientów. Ludzie cenią ją przede wszystkim za to, że na zewnątrz jest bardzo romantycznie. Zawsze mnóstwo kwiatów, świeże powietrze. Można spokojnie napić się kawy lub wina i porozmawiać. Natomiast w środku jest nowocześnie. To miejsce stworzyła moja ciocia. Zawsze chciała mieć swoją restaurację i udało jej się. Potem zmarła a restauracją zajął się wujek. Nic w niej nie zmieniał. Chciał, żeby było tak jak wymyśliła sobie jego żona. Ta historia zawsze mnie wzrusza. Na pewno ciocia byłaby dumna, że wujkowi tak dobrze idzie z prowadzeniem tego biznesu.
Ale w końcu trzeba z czegoś żyć. Ja dodatkowo zaczęłam pomagać w sądzie w różnych sprawach, a Kaka dostawać pierwsze propozycje zrobienia sesji zdjęciowych.
Londyn jest cudowny. Uwielbiam wstawać rano, odsłaniać zasłony i siadać na parapecie. Tak też zrobiłam tego dnia. Odsłoniłam zasłony a do mojego pokoju wpadło światło. Zmrużyłam lekko oczy i uśmiechnęłam się. Uchyliłam okno, żeby wpuścić trochę świeżego powietrza. Zobaczyłam mój piękny widok na Big-Ben. Co prawda słynny zegar stał daleko, ale ważne, że było go widać. Pod moim balkonem usłyszałam wołanie jakiejś starszej pani:
- Proszę wejść do piekarni: najlepsze pieczywo w mieście- wołała zachęcając ludzi do wejścia.
- Naprawdę jest najlepsze- powiedziałam do siebie uśmiechnięta.
- Co robisz? - zapytała nagle Karolina wchodząc do pokoju.
- Chcesz, żebym zawału dostała?!- zapytałam przestraszona.
- Przepraszam Haneczko- uśmiechnęła się, a potem zajęła się wcinaniem bułki.
- Widzę, że byłaś w piekarni? To do ciebie nie podobne wstać tak szybko, żeby iść po pieczywo.Masz coś na sumieniu- zapytałam uśmiechając się podejrzliwie.
- Skądże- odpowiedziała zadowolona.
- Mam dzisiaj bardzo dobry humor- dodała po chwili.
- Doprawdy? A można wiedzieć z jakiego powodu?- zapytałam zaciekawiona.
- Czy zawsze musi być jakiś powód?- zapytała po chwili.
- Caroline, gadaj o co chodzi!?
- Jakąś godzinę temu zadzwoniła do mnie moja szefowa i powiedziała, że mogę dzisiaj zrobić profesjonalną, płatną sesję zdjęciową!!!- powiedziała zadowolona i posłała mi uśmiech.
- Ale super, a wiesz komu?- zapytałam podekscytowana.
-  Jakiś znajomy szefowej, piosenkarz chce sobie zrobić kilka zdjęć- odpowiedziała.
- A o której masz tą sesję?
- Za godzinę.
- Zabierzesz mnie ze sobą, prawda?- zapytałam z nadzieją
- Pewnie, że tak. Tylko kiedy masz ten egzamin?- zapytała.
- Dopiero o 16.00-posłałam jej uśmiech.
- Aha, to spokojnie się wyrobimy, a potem od razu pojedziesz na uczelnię. Zgoda?- zapytała.
- Pewnie, że tak- odpowiedziałam kierując się do kuchni na śniadanie.

Gdy już zjadłyśmy poszłam umyć zęby i odprawić codzienną poranną toaletę, włosy spięłam do góry w klamrę, lekko się pomalowałam i poszłam się ubrać. Weszłam do garderoby i wybrałam dość elegancki zestaw, ponieważ od razu po sesji musiałam jechać do szkoły na egzamin:




















Zamknęłyśmy mieszkanie i zjechałyśmy windą w dół. Na ulicy czekał na nas już pan John w swojej taksówce.
- Na pewno wszystko mamy?- zapytałam Karolę.
- Chyba tak- odpowiedziała niepewnie.
Po godzinie byłyśmy już w studiu. Caroline pokazała mi cały sprzęt i wszystkie sale, ponieważ miałyśmy jeszcze trochę czasu. Wszystko to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ponieważ umówiona godzina się już zbliżała poszłyśmy do sali numer 34 B. Przyjaciółka przygotowała sprzęt i w tej chwili drzwi się otworzyły i do sali wszedł uśmiechnięty chłopak w koszulce w paski. Był to sam Louis Tomilson!!! Pani fotograf o mało nie zemdlała, ale przytrzymała się mnie co nie było najlepszym pomysłem bo ja też ledwo trzymałam się na nogach.
- Cześć jestem Louis- powiedział  do nas zadowolony.
- Ja jestem Caroline, a to moja przyjaciółka Hannah- przedstawiła nas serdecznie.
- Bardzo mi miło- odpowiedział.
W tej chwili telefon Karoliny zaczął dzwonić. Usłyszeliśmy znaną melodię: ''What Makes You Beautiful''.
- Przepraszam, muszę odebrać- powiedziała i odeszła na bok.
Chłopak się zaśmiał.
- Fajny dzwonek. Świetny zespół te One Direction. Przystojniacy. Szczególnie ten Lou to ciacho- zaśmiał się znowu.
- Masz rację. Mają talent- odpowiedziałam uśmiechając się.
- I są przystojni, prawda?- zapytał z nadzieją.
- Pewnie, że tak- odpowiedziałam mu pewnie.
- Wiedziałem, myślę, że to może być początek wspaniałej przyjaźni- powiedział przytulając mnie mocno.
- A gdzie masz resztę zespołu- zapytałam zaciekawiona.
- W domu. To będzie moja samodzielna sesja. Chciałbym potem wywołać te zdjęcia z sesji, wkleić do albumu. To będzie prezent dla mojej dziewczyny. Dam tam też nasze wspólne zdjęcia. I jak podoba ci się pomysł?- zapytał.
- Pewnie, że tak. Twoja dziewczyna będzie zachwycona- odpowiedziałam.
Wtedy właśnie przyszła Caroline. Lou opowiedział jej o swoim pomyśle, który bardzo jej się spodobał. Zaczęliśmy sesję. Ja trzymałam jakiś duży okrągły przedmiot, który nawet nie wiem do czego służył, a moja przyjaciółka robiła zdjęcia uśmiechniętemu Lou. Chciała, żeby były one naturalne więc kazała mu ze mną rozmawiać. Wtedy dużo się o sobie dowiedzieliśmy. Śmialiśmy się i żartowaliśmy. Zdjęcia wyszły super. Louis też był nimi zachwycony. Zostało nam jeszcze trochę czasu, więc we trójkę usiedliśmy na kanapie i gawędziliśmy. Chłopak był naprawdę fajny i zabawny. Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Louis wziął od nas numery telefonów i pożegnał się ciepło. Ja też musiałam jechać już na uczelnie, więc zaproponował, że mnie podrzuci. W pół godziny dojechaliśmy na miejsce.
- Trzymam za ciebie mocno kciuki- powiedział z troską, gdy już wysiadałam.
- Dzięki. Pozdrów swoją dziewczynę i chłopaków.
- Pewnie, musisz ich poznać- krzyknął.
- Okej, jedź już. Do zobaczenia- odpowiedziałam uśmiechając się szeroko i idąc w kierunku drzwi do uczelni.


Hej wszystkim! Widzę, że wejścia na profilu są, ale komentarzy brak!!! Proszę komentujcie, to dla mnie dużo znaczy... Kolejne rozdziały mam już ułożone mniej więcej w głowie, ale nie mam czasu napisać, bo dzisiaj wyjeżdżam. Wracam za tydzień i wtedy podciągnę z pisaniem. Pozdrawiam :**






czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział drugi

Tydzień później siedziałyśmy już w samolocie i czekałyśmy na jakiś spóźnialskich, którzy dopiero teraz wsiadali przepraszając obsługę. Było mi trochę smutno, że zostawiam moją rodzinę, chłopaka, przyjaciół i swoje dotychczasowe życie, ale pora zacząć nowy rozdział. Samolot zaczął wzbijać się w powietrze. Ja często podróżowałam z rodzicami, więc dla mnie latanie samolotem było czymś normalnym. Karolina leciała pierwszy raz. Była strasznie podekscytowana i panicznie się bała. Ściskała moją rękę tak mocno, że krew mi nie dopływała i po dwóch minutach ręka zrobiła się cała fioletowa. Przełknęłam ślinę, bo uszy mi się zatkały i poradziłam Kace, żeby zrobiła to samo. Trochę się uspokoiła i puściła moją rękę, która od razu zaczęła powracać do pierwotnego stanu. Wtedy podszedł do nas steward.
- Adam jestem- powiedział
- Karolina, Hania- odpowiedziałyśmy ściskając jego dłoń na przywitanie
- Wszystko w porządku Karolina?- zapytał uśmiechając się szeroko
Widać było, że dziewczyna wpadła mu w oko.
- Tak już jest okej- odpowiedziała mu z uśmiechem.
- To dobrze- skwitował i odszedł.
Zaczęłyśmy się z Kaką śmiać.
- Spodobałaś mu się- powiedziałam przyjaciółce.
- Przestań, ja? Nie żartuj...- odpowiedziała spoglądając kątem oka na ''Adama''.
- Nie w moim typie - dodała po chwili.
Dziewczyna wyjęła z torby swój odtwarzacz mp4 i słuchawki, które po chwili wsadziła do uszu by oddać się rytmom jej ulubionych piosenek. Długo się im nie oddawała, bo już po pięciu minutach spała jak dziecko na moim ramieniu. Ja też bym zasnęła, gdyby nie nasz znajomy steward, który co dwie minuty przychodził sprawdzać czy Karola czuje się już lepiej.
- Wszystko już z nią w porządku?- pytał chyba setny raz
- Tak jak widzisz śpi- odpowiedziałam znów przerywając czytanie książki.
Odszedł a ja znów kontynuowałam, ale długo nie dał nacieszyć mi się spokojem.
- I jak teraz?- zapytał znowu.
Zaczełam go ignorować.
- Allie nie rób tego! Nie możesz tego zrobić!!!- przeczytałam na głos, dając mu do zrozumienia, że nie odpowiem na jego pytanie.
- No to jak? W porządku- zapytał czekając aż skończe
- Z nią tak, ale przez ciebie ze mną chyba nie i jak jeszcze raz o to spytasz to z tobą też może nie być w porządku!- wrzasnęłam zirytowana.
Kilka osób odwróciło się w naszą stronę.
- Okej, przepraszam. Jakby co to jestem z tyłu samolotu- odpowiedział cicho.
Zrobiło mi się trochę głupio, że tak się uniosłam, ale przynajmniej miałam spokój i zasnęłam, a kiedy się obudziłam dolatywaliśmy już do Londynu.
- I co twój nowy adorator nie przychodził tu więcej?- zapytałam zaciekawiona
- Przychodził. Skorzystał z chwili kiedy spałaś, bo się podobno na niego nieźle wkurzyłaś.
- Nawet mi nie gadaj, i co?
- Dałam mu numer telefonu i się odczepił- powiedziała zadowolona
- Prawdziwy?- zapytałam
- Nie no przestań, w ogóle go nie znam, a poza tym nie zniosłabym ciągłych telefonów jak się czuję. Chyba nie można z nim pogadać o niczym innym- powiedziała.
Wreszcie wylądowaliśmy.
- Welcome to London- jakaś stewardessa powiedziała przez mikrofon pokładowy.
- Welcome to London Caroline- powiedziałam do przyjaciółki a ona szeroko się uśmiechnęła.

Godzinę póżniej jechałyśmy już taksówką do naszego nowego mieszkania. Kierowca był bardzo miły, opowiadał nam o różnych ciekawych miejscach w Londynie, które warto odwiedzić. Gdy już dojechałyśmy na podany nam przez rodziców adres pan John pomógł nam zanieść walizki do stojącego przed nami (chyba) nowego budynku. W środku była winda, więc podziękowałyśmy mu serdecznie i wzięłyśmy jego wizytówkę. Wjechałyśmy do góry z naszymi walizkami. Trochę bałyśmy się otworzyć drzwi, ale moi rodzice wybierali to mieszkanie, a oni mają całkiem niezły gust. Wsadziłam klucz do drzwi, przekręciłam go i już stałyśmy w naszym nowym mieszkaniu, które było przecudne!!!

Kiedy wyszłyśmy z przedpokoju:













                            zobaczyłyśmy salon:














i kuchnię:













mój pokój:













i pokój Karoliny:
















Po obejrzeniu ostatniego pokoju, czyli łazienki trochę zgłodniałyśmy, a w kuchni było pusto, więc postanowiłyśmy pójść zrobić zakupy i porozglądać się po mieście.


Ten rozdział też trochę nudny, ale to początki. Obiecuję, że będzie się działo... :D

środa, 18 lipca 2012

Rozdział pierwszy

Każde wakacje są z pozoru takie same. To czas, kiedy możemy wyspać się do woli, odpocząć od szkoły i nauki. Basen, kino, spacery z chłopakiem, ogniska z przyjaciółmi. Tyle lat nauki za nami. Klasa maturalna przeleciała tak szybko, że nie jestem w stanie tego opisać. Liceum- ci wszyscy znajomi. Niektórych z tych ludzi być może nigdy już nie zobaczę, albo nie poznam. Zmieniamy się. Zmienia się nasz wygląd, nasz charakter. Podobno zmiany są konieczne. Ja osobiście nie lubię dużych zmian, a może tylko się ich boję. Wolę wiedzieć co mnie czeka. Ufam jednak przekonaniu, że los tak kieruje naszym życiem, żebyśmy byli szczęśliwi. Podobno '' Los każdemu wyznacza rolę, którą każdy znosi tylko dlatego, że widzi się w niej z jak najlepszej strony. A kto nie decyduje o sobie sam, tego los chętnie wyręcza''. Mojemu ''losowi'' pomogli troszeczkę moi rodzice. A było tak:
- Zdałam!!!- wybiegłam ze szkoły krzycząc do rodziców.
- Brawo córeczko, a jak ci poszło, ile punktów?- zapytała przestraszonym głosem mama.
- Wystarczająco dużo, żeby dostać się na jakieś dobre studia prawnicze- odpowiedziałam zadowolona.
Rodzice byli bardzo dumni. Składali mi gratulacje, chociaż ja jeszcze nie dostałam się na konkretny Uniwersytet. Pojechaliśmy do jakiejś restauracji świętować. Przez kolejnych kilka dni zachowywali się troszeczkę dziwnie. Pytałam ich o co chodzi, ale mówili, że wszystko w porządku. Nie czułam niepokoju. Wręcz przeciwnie. Czułam, że chcą ogłosić mi jakąś wesołą nowinkę. Minął tydzień, który spędziłam świętując zdanie matury ze znajomymi. Normalne wakacje. Znów były ogniska, imprezy, kino. Nic specjalnego. Następnego dnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Co prawda byłam umówiona z moją przyjaciółką Karoliną ale dopiero za godzinę.
- Kto to może być- spekulowałam schodząc po schodach.
 Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Kakę stojącą w drzwiach ze swoją mamą.
- Cześć Hanka-  powiedziała
- Hej i dzień dobry pani Agnieszko- odpowiedziałam trochę zdziwiona
- Miałaś być później- powiedziałam wpuszczając je do środka
- Tak wiem, ale twoja mama rozmawiała z moją dzisiaj przez telefon i zaprosiła nas.
- Dziwne jeszcze nigdy nie byłaś tu ze swoją mamą. Proszę do góry- powiedziałam z uśmiechem wskazując pani Adze drogę.
- Myślisz, że coś przeskrobałyśmy?- zapytała zdenerwowana
- Nie mam pojęcia. Przynajmniej nic nie wygadałam.
- Ja też nie- potwierdziła Kaka.
- Zaraz się przekonamy- dodałam.

Kiedy wszyscy usadowiliśmy się na naszej kanapie mama zrobiła pani Agnieszce kawę i dołączyła do nas. Zaczęły rozmawiać o jakiś nowinkach z miasta, przecenach w sklepach i tym podobne. Było to trochę dziwne, bo nigdy nie zapraszały się wzajemnie na kawę.
- Czy możecie nam w końcu powiedzieć o co chodzi?- zapytałyśmy po jakiś dziesięciu minutach zirytowane.
Kobiety spojrzały się na siebie i moja mama zaczęła:
- Nie mogłyśmy powiedzieć wam o tym wcześniej, bo nie miałyśmy pewności, ale teraz ją już mamy- powiedziała nie jasno, ale zaraz kontynuowała:
- Wiemy, że zawsze chciałyście pojechać razem na wycieczkę do Londynu i ostatnie dwa lata ostro szlifowałyście angielski- powiedziała.

W tej chwili pani Aga podała Kace kopertę, którą dziewczyna (jak to ona) chcąc szybko otworzyć niemal nie potargała zawartości.
- Powoli...-uspokoiła ją mama,ale ona właśnie rozwijała kartkę z koperty.
Czytała na głos:
Uprzejmie informujemy, że została pani przyjęta na naszą Akademię, w której będzie pani mogła dalej rozwijać swoje zainteresowania związane z fotografią...... czytała dalej, ale reszta informacji nie była już tak ważna, zaczęła skakać z radości. Zawsze marzyła, żeby się tam dostać. Wysłała im swoje zdjęcia już około pół roku temu, ale nie odpowiadali więc była pewna, że nie zostanie przyjęta.
- Gratulacje!-powiedziałam przytulając ją.
- Ale dlaczego na tej kopercie jest napisane maj? To dwa miesiące temu!- czemu dopiero teraz mi o tym mówisz? - zapytała lekko zirytowana.
- Zaraz zrozumiesz to nie wszystko.
- Jak to nie wszystko?- znów zapytała.
- Nie mówiliśmy wam wcześniej bo nie wiedzieliśmy czy nasz pomysł wypali- odezwał się mój tata
- Haniu -zwrócił się do mnie
- Zdałaś bardzo dobrze maturę i teraz my mamy informację dla ciebie- dodał.
- Mama dzwoniła do sekretariatu tego Uniwersytetu Prawa, odwiedziliśmy go rok temu, pamiętasz?- zapytał
- Jak mogłabym nie pamiętać, jest piękny i sławny- potwierdziłam.
- No właśnie. Mama przesłała im kopie twojego świadectwa i wyników matury i oddzwonili. Jeśli tylko byś chciała możesz zaczynać tam naukę od nowego roku szkolnego- dokończył zadowolony
- Żartujesz?! -Zapytałam zdezorientowana, ale mój tata nigdy nie żartował w tego typu sytuacjach
Zaczęłam krzyczeć głośniej niż Karola i przytulać wszystkich z radości.
- Czyli się zgadzacie? Chcecie wyjechać? Pamiętajcie, że to duża odpowiedzialność!-zaczęli rozprawki rodzice.
- Pewnie, że się zgadzamy- odpowiedziałyśmy razem.
 Wspaniała chwila. To był dzień szczęśliwych informacji, bowiem rodzice dali nam jeszcze adres i klucze do naszego nowego mieszkania, w dodatku z widokiem na Big-Ben. Zawsze marzyłyśmy żeby budzić się rano i mieć taki widok. To mieszkanie musiało kosztować majątek!!! Teraz my będziemy musiały się utrzymać, ale tym się nie martwię. Mój wujek prowadzi restaurację w Londynie i kiedy ostatnio z nim rozmawiałam szukał kelnerek. Poradzimy sobie -pomyślałam.
W końcu kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje!!!




Przepraszam wiem, że trochę nudne, ale to pierwszy rozdział i dopiero się rozkręcam. Obiecuję, że kolejne będą ciekawsze :)